Uczeń zaatakował w podstawówce kolegów i pracownika nożyczkami. Rodzice mówią o "zamiataniu sprawy pod dywan"
Rodzice chcą nagłośnić niepokojące sytuacje w placówce.
22 października (środa) rano w szkole podstawowej nr 316 przy ul. Szobera na warszawskim Bemowie jeden z uczniów klasy 7, który sprawia kłopoty, miał się zdenerwować, zniszczyć wyposażenie sali chemicznej, straszyć, a następnie zaatakować nożyczkami uczniów i pracownika szkoły - podaje "Fakt".
Rodzice są zaniepokojeni zdecydowanym brakiem reakcji pani dyrektor, która według nich nie zgłasza tego typu spraw do odpowiednich służb.. - Rodzice odebrali chłopca ze szkoły i na tym się skończyło. Czas, chyba aby usłyszała o tym opinia publiczna. To już kolejny raz, kiedy dochodzi w tej placówce do przemocy, ale robi się tak, by nikt z zewnątrz się o tym nie dowiedział. Te problemy po prostu zamiata się pod dywan. Oprócz agresji szkoła ma problem z młodzieżą ukraińską. Absolutnie nie potrafią sobie poradzić z konfliktami między uczniami. Dochodzi do "ustawek" po lekcjach i gróźb karalnych. Dyskryminacja polskich dzieci jest aż rażąca - poinformowali opiekunowie.
Reporter "Faktu" spotkał się w szkole z wicedyrektorką. - Wicedyrektorka szkoły Iwona Malarowska, na którą czekaliśmy około 30 min, przyszła i oznajmiła, że nie chce wypowiadać się w tej sprawie. Kiedy zapytaliśmy, jak rozwiązała ostatnią sytuację i czy powiadomiła o zaistniałym fakcie odpowiednie instytucje, w tym urząd dzielnicy, jako organ kontrolny szkoły, nie potrafiła odpowiedzieć na te pytania. Kazała nam opuścić teren szkoły i zniknęła za drzwiami - czytamy.
