Pielęgniarka z Mazowsza walczy o życie synka. Chłopiec otrzebuje pilnej operacji w USA, jego stan pogarsza się z każdym dniem
Jesteśmy załamani, nie wiemy od czego zacząć. Każdy dzień to koszmar, a my mamy wrażenie, że jesteśmy z tym sami. Prosimy, pomóż nam - napisali 3 listopada rodzice chłopca.
Dominik Granecki z Jedlińska (woj. mazowieckie) to zaledwie półtoraroczny chłopiec, który zmaga się z dystrofią mięśniową Duchenne'a - DMD. - Nasz synek jest śmiertelnie chory. DMD odbiera po kolei wszystkie mięśnie. Osłabia nóżki, rączki. Chłopcy w wieku 10 lat siadają na wózek inwalidzki. Później już tylko leżą podłączeni do respiratora i czekają na powolną, bolesną śmierć. Nie możemy się na to zgodzić. Nie możemy pozwolić, żeby to wszystko spotkało naszego ukochanego synka. Niestety, jedyny ratunek jest poza naszym zasięgiem - napisała pani Żaneta, która na co dzień pracuje jako pielęgniarka w szpitalu w Radomiu.
Nadzieją dla dziecka jest kosztowna terapia genowa w USA. By pozyskać na nią pieniądze oraz dalszą rehabilitację, fundacja Siepomaga prowadzi zbiórkę. Znajdziesz ją TU.
Póki co uzbierano ponad 375 tys. zł. Do końca zbiórki potrzebne jest aż 14 milionów złotych (stan na 9 listopada). - Nasze życie stanęło w miejscu. Zbiórka Dominika jest wszystkim, co nas dzisiaj otacza. Śledzimy każdą złotówkę, która wpływa na zbiórkę. Jesteśmy bardzo daleko... A przecież to jedyny ratunek dla naszego śmiertelnie chorego synka, którego stan się pogarsza z każdym dniem - informują rodzice chłopca.
