Prowadzi stołeczny autobus i apeluje do mieszkańców. "Wyżywanie się na kierowcy za temperaturę na wozie, nic wam nie da"
Kobieta, który prowadzi na facebooku fanpejdż, w którego opisie czytamy "Warsaw by night z perspektywy miejskiego kierowcy", poruszyła temat temperatury w autobusach stołecznych. Bywa tak, że czasem w mrozy ogrzewanie nie działa tak, jak życzyliby sobie tego pasażerowie, albo, że jest włączone w ciepłe dni i wszystkim robi się za gorąco. Jak wygląda jej punkt widzenia z kabiny kierowcy?
"Plusem dodatnim drugich zmian jest to, że autobus biorę od zmiennika już rozgrzany do temperatury oscylującej między latem w Indiach a Doliną Śmierci.
Taki urok Wielkiego Ptaka. Albo grubo albo wcale. I żeby nie było, bardzo to doceniam, bo kto na pierwszej zmianie, w mrozach, nie spędził pierwszej godziny pracy w kurtce , niech pierwszy rzuci śnieżką. (...) Zanim to maleństwo osiągnie temperaturę gdzie jesteśmy w stanie zdjąć kurtkę mija chwila. Długa. I niestety bardzo dużo zależy na jaki wóz trafimy. Jedne grzeją jak złe,inne dają lekką ułudę ciepła. I mówię tu o temperaturze w kabinie bo przedział pasażerski to trochę inna bajka. (...) Utrzymanie stałej optymalnej temperatury jest niemożliwe. To tak jakbyście mieli szklarnię, która się dogrzewa, żeby pomidorków szlag nie trafił, ale i tak co chwila ktoś wam otwiera drzwi i zimne powietrze wpada do środka. Tak z częstotliwością co 2 do 5 minut. Jedni wchodzą chybko, inni sprawdzają w otwartych drzwiach w necie gatunki twoich pomidorów wietrząc obiekt. Autobus nie jest super szczelną konstrukcją, wystarczy spojrzeć na szpary w drzwiach, szczególnie przy podłodze. Kiedy jest najcieplej? Jak autobus jest nabity jak sardinesy w puszce. A tak już na poważnie. Wyżywanie się na kierownicy za temperaturę na wozie nic wam nie da. To nie nasza złośliwość tylko tak ustawione parametry temperatury lub gorsza wydajność. Dlatego jeden będzie rozgrzany jak piec hutniczy a inny ledwo ciepły" - czytamy.


