Papugarnia przy Marywilskiej informuje o śmierci swojej mieszkanki. Internauci: "Takie miejsca nie powinny istnieć"
Papugarnia Marywilska 44 na Białołęce w Warszawie, w obszernym wpisie w mediach społecznościowych napisała o śmierci papugi Oli. Ptak cierpiał miesiącami! "Po otrzymaniu wyników badań pośmiertnych narządów Oli, Aleksandretty większej, która przeżyła 10 lat, wiemy, że ostatnie miesiące jej życia były dramatyczną walką organizmu z zalegającym w żołądku metalowym elementem. Walka ta zakończyła się zawałem wątroby i śmiercią" - podaje papugarnia. Według nich mieszkanka ich papugarni, do której śmierci miała przyczynić się jedna z odwiedzających osób, chciała bardzo żyć. "W ostatnim miesiącu swojego życia złożyła 6 jajek, z siódmym jajkiem została zawieziona do szpitala".
Teraz odwiedzający muszą liczyć się z bardziej restrykcyjnymi zasadami, jeśli będą chcieli wejść do środka. "W związku z tym podejmujemy ostateczną i nieodwołalną decyzję: Nie będziemy wpuszczać do Papugarni Marywilska 44 osób, które nie będą chciały zdjąć biżuterii lub będą miały na sobie jakikolwiek element mogący zagrażać życiu naszych papug. Prosimy o wyrozumiałość i nienaleganie na wejście z elementami niebezpiecznymi. Nie zgadzamy się na odwiedziny osób, które mogą zagrażać bezpieczeństwu naszych ptaków. Dla jednych to "tylko biżuteria". Dla nas - życie istoty, za którą jesteśmy odpowiedzialni" - podają.
Pod wpisem pojawił się ogrom negatywnych emocji ze strony internautów. "To było trzeba nie trzymać jej w papugarni. Takie miejsca nie powinny istnieć", "Nie dość że prowadzicie niehumanitarną papugarnię, to jeszcze rozmnażacie?", "Robicie sobie biznes ze zwierząt, które są waszymi niewolnikami. Powinny żyć w swoim naturalnym środowisku, ale czego się nie zrobi dla pieniędzy.." - czytamy.


