Skazano motorniczego za śmierć 4-latka. Prowadząc tramwaj wykonał feralnego dnia 14 prywatnych połączeń telefonicznych
Sąd uznał motorniczego Roberta S. za winnego spowodowania tragicznego wypadku z 2022 roku na Pradze, w którym zginął czteroletni chłopiec. Dziecko zostało przytrzaśnięte drzwiami ostatniego wagonu tramwaju na warszawskim przystanku. Następnie było ciągnięte przez pojazd po torowisku. Biegli wykluczyli awarię techniczną składu. Orzekli także, że babcia opiekująca się wnukiem zachowała się prawidłowo. Jedyną przyczyną tragedii było rażące zaniedbanie ze strony kierującego.
Kluczowym dowodem w sprawie okazały się bilingi telefoniczne. One wykazały, że w trakcie pracy Robert S. masowo wykonywał prywatne rozmowy dotyczące naprawy aut - tylko feralnego dnia wykonał ich aż 14. W krytycznym momencie motorniczy poświęcił zaledwie półtorej sekundy na spojrzenie w lusterko, ponieważ był zajęty połączeniem telefonicznym. Sędzia podkreśliła, że gdyby oskarżony zachował należytą czujność zamiast zajmować się telefonem, bez trudu dostrzegłby uwięzione w drzwiach dziecko.
Robert S. został skazany na półtora roku bezwzględnego więzienia, czteroletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz zapłatę 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla rodziny ofiary. Choć prokuratura żądała sześciu lat pozbawienia wolności, sąd wymierzył łagodniejszą karę, biorąc pod uwagę zły stan psychiczny oskarżonego i jego izolację od społeczeństwa. Wyrok nie jest prawomocny, a obrona zapowiada możliwą apelację.


