Były policjant zabił tynkarza, by nie zapłacić mu za robociznę. Jego żona: "Nie uważam, żeby to było zabójstwo zamierzone"

zdj. ilustracyjne | fot. pixabay.com/pl
zdj. ilustracyjne | fot. pixabay.com/pl

53-letni Marek D. - właściciel firmy budowlanej z Warszawy - zginął na początku czerwca 2024 r. 5 czerwca wyszedł z domu na Targówku i pojechał na spotkanie z Marcinem Z., który według ustaleń śledczych był mu winny pieniądze za roboty tynkarskie w domu w Konstancinie-Jeziornie. A ten w ocenie sądu nie chciał ich zapłacić. Rozczłonkowane ciało ofiary zostało odnalezione w miejscowości Solec w gminie Góra Kalwaria w niewykończonym domu. Okazało się, że oprawca próbował je nieudolnie spalić w wiadrze. Gdy ćwiartował ciało, jego ofiara jeszcze żyła.

W chwili zabójstwa Marcin Z. miał 45 lat. Mężczyzna przez kilkanaście lat służył jako policjant w wydziale konwojowym Komendy Stołecznej Policji. Na emeryturze pracował jako kierowca ciężarówki.

Sąd znał Marcina Z. za winnego zarzucanych mu czynów i skazał go na karę pozbawienia wolności na 30 lat. Pozbawił go też praw publicznych na 10 lat i zasądził od niego po 250 tys. zł na rzecz żony i córki zamordowanego. Wyrok jest nieprawomocny.

Teraz do sprawy wróciła "Uwaga!". Reporterzy programu TVN rozmawiali m.in. z żoną napastnika. - Nie uważam, żeby to było zabójstwo zamierzone. Z jednej strony człowiek, którego wiele lat kochałam, siedzi w więzieniu za taki czyn. Z drugiej strony dzieci, które bardzo go kochają i ja muszę to robić dla nich też (...) To mnie dziwi i to mnie zastanawia, jak człowiek, który był zawsze całe życie uczciwy, oddany pracy dzieciom, rodzinie... Nagle wydarzyło się coś takiego (...) Człowiek całe życie spokojny i naprawdę z nieposzlakowaną opinią dopuszcza się takiego czynu? No to niestety, ale jest zastanawiające (...) Nie został skierowany na obserwację psychiatryczną, a uważam, że to jest zasadne, chociażby po to, żeby wiedzieć, czy mąż jest zdrowy, czy nie (...) Ja naprawdę bardzo współczuję tej rodzinie. Natomiast nie godzę się też z wersją przyjętą przez sąd i muszę myśleć o sobie, i o dzieciach - powiedziała.

Głos zabrała też córka ofiary. - Tata mi wcześniej opowiadał o tym człowieku. Martwił się, że mu nie zapłaci, bo wcześniej miał nie zapłacić murarzowi - wspomniała pani Nikola.

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu