Gwiazda "Na Wspólnej" miała wypadek na Ochocie. Trafiła do szpitala MSWiA. "Tam zaczął się prawdziwy horror"

Sylwia Wysocka w szpitalu | fot. Sylwia Wysocka/facebook
Sylwia Wysocka w szpitalu | fot. Sylwia Wysocka/facebook

Aktorka zdradziła, jak wygląda rzeczywistość jednego z warszawskich szpitali.

Aktorka Sylwia Wysocka, którą widzowie mogą kojarzyć z takich seriali jak "Plebania", "Samo Życie", "Klan" czy "Na Wspólnej" miała jakiś czas temu wypadek na rowerze na warszawskiej Ochocie. "Jechałam blisko krawężnika. Nagle obok mnie pojawił się samochód. Kierowca zaczął spychać mnie z drogi tak bezwzględnie, że w końcu straciłam panowanie i upadłam. Sprawca nawet się nie zatrzymał - pojechał dalej, zostawiając mnie leżącą przy krawężniku. Z bólu zdołałam jedynie wczołgać się na wąski chodnik. Leżałam tam, a inni kierowcy po prostu mnie mijali. W końcu zza moich pleców nadjechał ratunek. Zobaczyłam tylko, jak zatrzymuje się czarny samochód i wysiada z niego mężczyzna. Podszedł do mnie i natychmiast wezwał pogotowie. Na karetkę z wezwania pewnie przyszłoby mi długo czekać, ale na szczęście wydarzył się mały cud - zauważył nas zespół z innego ambulansu, który przypadkowo przejeżdżał obok" - zaczęła swoją opowieść.

W karetce aktorka dowiedziała się, że ma złamaną rękę i jest mocno poobijana. O ratownikach medycznych nie może powiedzieć złego słowa, w przeciwieństwie do szpitala w Warszawie, do którego trafiła.

"Zawieźli mnie na SOR do szpitala MSWiA. I tam zaczął się prawdziwy horror. Zrobiono mi rentgen, który potwierdził złamanie. I choć byłam pacjentką z karetki - a te przecież mają pierwszeństwo - na przyjście ortopedy z oddziału czekałam aż osiem godzin. Po tym czasie pojawiła się rozbawiona lekarka rezydentka. Interesowało ją wszystko, a zwłaszcza prywatne pogawędki z ratownikami, tylko nie ja - cierpiąca pacjentka. Po kolejnej fali czekania lekarka poprosiła o pomoc jakiegoś mężczyznę. Do dziś nie wiem, kim był. Przyszedł, nie przedstawił się, nie powiedział, co zamierza ze mną robić. Naiwnie sądziłam, że standardem w medycynie jest elementarna kultura: Dzień dobry, nazywam się tak i tak, jestem ortopedą, podam lek znieczulający czy przeciwbólowy i nastawię rękę. Wygląda na to, że niektórych lekarzy podstawowe zasady kultury i empatii nie obowiązują. Ten pan bez słowa zrobił mi zastrzyk - do teraz nie wiem jaki - i razem z rezydentką zabrali się za repozycję mojej złamanej ręki. Do pomocy zawołali jeszcze ratownika, który musiał mnie mocno trzymać, żebym w odruchu obronnym nie wyrwała im tej ręki. Była ich trójka, a ja pośrodku. Dialog między lekarzami brzmiał jak ponury żart: No to ty rób", Nie, to ty rób, ja popatrzę. Ból był potworny, rozrywający. Po wszystkim założyli mi gips i wysłali na kolejne prześwietlenie" - dodała.

Później nie było wcale lepiej. Wysocka zdradziła, co zarzuca lekarzom. "Po rentgenie znów czekałam parę godzin, aż pani rezydentka łaskawie zejdzie z góry. Od personelu słyszałam sprzeczne wersje - jedni mówili, że dawno poszła już do domu, inni, że wciąż jest na oddziale. W końcu się zjawiła. Zerknęła na zdjęcie i rzuciła krótko, że ręki nie udało się prawidłowo nastawić. Po kolejnych godzinach spędzonych na korytarzu dostałam do ręki wypis oraz skierowanie na cito do szpitala na operację" - zdradziła.

Po tych doświadczeniach aktorka bała się jednak operacji w warszawskim szpitalu MSWiA. "Poziom opieki oraz rażący brak empatii i profesjonalizmu tamtejszego personelu skutecznie mnie odstraszyły. Postanowiłam szukać pomocy w specjalistycznym Szpitalu Ortopedycznym im. prof. Adama Grucy w Otwocku" - podkreśliła i na koniec dodała, że to właśnie tam przeszła operację, od której minęło już kilka tygodni.

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu