Do utraty tchu

Kino Amondo Żurawia 20, 00-515, Warszawa

Jutro, 7 Sierpnia, godz. 14:00
Jutro, 7 Sierpnia, godz. 20:30
Sobota, 8 Sierpnia, godz. 20:30
Niedziela, 9 Sierpnia, godz. 20:30
Poniedziałek, 10 Sierpnia, godz. 16:15
Wtorek, 11 Sierpnia, godz. 14:15
Środa, 12 Sierpnia, godz. 14:15
Czwartek, 13 Sierpnia, godz. 20:05
Piątek, 14 Sierpnia, godz. 16:30
Sobota, 15 Sierpnia, godz. 14:15
Niedziela, 16 Sierpnia, godz. 14:15
Poniedziałek, 17 Sierpnia, godz. 16:30
Wtorek, 18 Sierpnia, godz. 14:00
Środa, 19 Sierpnia, godz. 14:15
Czwartek, 20 Sierpnia, godz. 16:30
Jutro, 7 Sierpnia, godz. 20:30
Wtorek, 11 Sierpnia, godz. 17:50

Elektryzujący, nonszalancki i pełen nieposkromionej energii legendarny debiut Jean-Luca Godarda. Film, od którego na dobre zaczęło się współczesne kino. Drobny gangster Michel (Jean-Paul Belmondo) przyjeżdża kradzionym samochodem z Marsylii do Paryża. Tam spotyka się z młodą Amerykanką Patricią (Jean Seberg), która stawia pierwsze kroki jako dziennikarka. Para flirtuje ze sobą i angażuje się w romantyczną grę – czy kryminalne sprawy Michela wpłyną na ich relację?

Zrywając z konwencjami i proponując własną, dynamiczną estetykę, Do utraty tchu utorowało drogę wszystkim późniejszym „nowym falom” oraz połączyło miłość do amerykańskiej kultury z paryską kinofilią i duchem młodości. Trudno przecenić wpływ filmu na kolejne pokolenia twórców: od Nowego Hollywood po zastępy niezależnych reżyserów i reżyserek, dla których brawurowe dzieło Godarda pozostaje niesłabnącym źródłem inspiracji. Kręcone małą ekipą na ulicach Paryża, Do utraty tchu wypromowało też ikoniczny duet: buńczucznego Belmondo oraz nowoczesną, nieprzystępną Seberg. Kiedy myślimy o Francji jako o stolicy kina, przed oczami mamy właśnie kadry z debiutu Godarda. Zafascynowany Do utraty tchu Richard Linklater zrealizował wchodzącą w sierpniu do polskich kin Nową falę: stylizowaną na przełom lat 50. i 60. opowieść o tym, jak powstawał ten jeden z najsłynniejszych filmów w historii kina.

Ekscytująca zabawa gatunkami, jaką dostajemy w Do utraty tchu, to z jednej strony bunt przeciwko zmurszałemu kinu lat 50., z którym nowofalowcy chcieli się rozprawić, a z drugiej – efekt niezliczonych seansów hollywoodzkich filmów klasy B, jakie pasjami oglądali oni w paryskich kinach. Jest to też buńczuczna deklaracja twórcy, który zdaje się mówić: „Nazywam się Godard i na waszych oczach zmieniam to, co wszyscy kochamy najbardziej: KINO”.

Ponad 60 lat po premierze, Do utraty tchu pozostaje klasykiem gwałtownym, ekscytującym i wciąż atrakcyjnym.