Od piątej rano stali w kolejce po pączki. "Otwarcie dopiero za cztery godziny"
Pączkowe szaleństwo ogarnęło stolicę.
Kolejki do piekarni i cukierni były widoczne niemal w każdej dzielnicy. Tłusty czwartek narobił niezłego zamieszania na ulicach Warszawy. Kolejki przypominały te, które znane są z autopsji lub z opowieści starszych członków rodziny, pochodzące jeszcze z czasów PRLu. Hasło "Pan tu nie stał" wróciło z PRLu jak bumerang.
Mówi się, że na dobry wypiek warto poczekać, takie zdanie mieli w tym temacie mieszkańcy Warszawy, którzy już od 4:00 rano ustawili się w kolejce do "Pracowni Cukierniczej" znajdującej się w dzielnicy Wola.
Mieszkaniec Woli, który przejeżdżał tamtędy o 5:00 rano, zrobił zdjęcie i zdumiony opublikował je w Internecie podpisując - 5:00 rano, a tu taka kolejka, a otwarcie dopiero za cztery godziny!
- Pączki jak pączki, w wielu miejscach można zjeść takie same, czy nawet lepsze. Tu wcale nie chodzi o pączki, tylko o samo stanie w kolejce. Jak ktoś ma tyle czasu i ochoty, to niech stoi - podsumowała mieszkanka Woli.
Czyli można wywnioskować, że tłusty czwartek, to już nie tylko tradycja zjadania pączków i faworków, ale również kilkugodzinne stanie w kolejce po wspomniane wypieki.