Spotkała dzika na Białołęce i stosowała się do zaleceń. Nie pomogło. "Zaczął szorować kopytem o ziemię"
Jedna z mieszkanek Białołęki przeżyła niedawno prawdziwe chwile grozy.
Dziki coraz częściej wychodzą do miasta. Swoje ostatnie spotkanie ze zwierzęciem mieszkanka Białołęki opisała na jednej z lokalnych grup facebookowych. Natknęła się na niego spacerując po parku przy Leśnej Polanki. Początkowo zastosowała się do wszystkich zaleceń i nie wykonywała gwałtownych ruchów. - Gdy go zobaczyłam, stanęłam nieruchomo, bo myślałam, że mnie ominie tak, jak działo się to zawsze do tej pory, przy wielu, wielu spotkaniach z nimi. On podszedł jeszcze bliżej mnie i zaczął parskać. Stałam jeszcze chwilę, a on zaczął szorować kopytem o ziemię. Bardzo powoli, bez gwałtownych ruchów zrobiłam dwa kroki do tyłu i schowałam się za grubym drzewem, który miałam za plecami, a wtedy zaczął biec. Okrążył drzewo i szarżował na mnie - relacjonuje mieszkanka Białołęki.
Kobieta finalnie znalazła schronienie na klatce schodowej w pobliskim bloku. Nie było to jej pierwsze spotkanie z dzikiem, ale w przeszłości nie wyglądały tak niebezpiecznie. - Po wielu, wielu spotkaniach z dzikami, całymi stadami, lochami z młodymi, które były zawsze spokojne i powoli mijaliśmy się bez większych emocji, pierwszy raz trafiłam na młodego samca, który przegania ludzi po tym parku leśnym - dodała i ostrzegła innych mieszkańców. - Uważajcie na siebie, chodzenie po zmroku zmniejsza szansę na zobaczenie dzika wcześniej. To był odyniec z kłami, nie locha broniąca młodych. Atak został zgłoszony do odpowiednich służb - skwitowała.


