Ogromny czynsz za restaurację na Saskiej Kępie. "Kto przy zdrowych zmysłach jest w stanie podpisać umowę?!"
Warszawska rzeczywistość gastronomiczna nie rozpieszcza biznesmenów. Właściciel jednej z kamienic musiał zejść z ceny za wynajem aż o 20 tysięcy złotych, choć obecna nadal można przyprawiać o zawrót głowy.
W internecie pojawiła się oferta wynajmu jednej z dwupiętrowych kamienic na Saskiej Kępie, która jest zaadaptowana pod restaurację. Smaczku dodaje fakt, że znajduje się na jednej z najbardziej pożądanych warszawskich ulic - Francuskiej. - Powierzchnia 320m2 (kuchnia, chłodnia, mroźnia na -1, parter i 1 piętro restauracja, 2 piętro socjal). Ogród 400m2, czynsz 80 000 zł netto - czytamy w ogłoszeniu. Okazuje się, że jeszcze niedawno właściciel życzył sobie za wynajem 100 000 zł, jednak wtedy nie znalazł chętnych, którzy chcieliby w tym miejscu poprowadzić swój biznes.
Jak można było się spodziewać, cena wynajmu wzbudziła wielkie emocje wśród komentujących internautów. "Trochę tych schabowych trzeba się naklepać, żeby na to zarobić", "Najpierw trzeba zadać sobie pytanie, kto o zdrowym umyśle jest w stanie podpisać umowę na taki czynsz", "Mnie takie koszty nie dziwią. Ale są osoby które są zdziwione dlaczego na SK są takie ceny za przysłowiowego kotleta lub znikają pewne lokale. Przekleństwo dzisiejszych biznesów jest to że można mieć klientów, a mimo to nie opłaca się prowadzić biznesu. Albo buda w dobrym miejscu zarabia lepiej niż duża dobrze prosperująca restauracja", "Takie są w Polsce czynsze i dlatego nie będziemy mieć kawy po 1,2 EUR jak we Włoszech czy Hiszpanii", "zaczął bym od kultury picia. Jeżeli jak PL dwie koleżanki spotkają się na kawie raz na dwa tygodnie lub miesiąc. I spędzą przy tej kawie dwie godziny lub dłużej - opowiadając co słuchać. To z pewnością nie będzie kawy po 1 euro. Bo ktoś musi za to zapłacić. Jak byś rano szła do roboty, wskoczyła na shota potem po pracy spędziła godzinę z sąsiadami przy kawie. A kawa była by w palarniach po 10 euro za kg. Plus niższe czynsze, podatki, pracownik pracujący na napiwkach. O paragonie to nawet nie wspomnę tylko ryczałcie. To będzie kawa za jedno euro" - piszą internauci.


