Dopiero co wprowadziła się do mieszkania na Woli, a już martwi się o pluskwy. Warszawiacy ostrzegają przed meblami z gratowiska i...turystami z Wielkiej Brytanii

Zdjęcie ilustracyjne | fot. Warszawa Ochota/Facebook/archiwum.
Zdjęcie ilustracyjne | fot. Warszawa Ochota/Facebook/archiwum.

Kobieta wprowadziła się do mieszkania przy ul. Elekcyjnej w Warszawie.

Mieszka tam dopiero od niedawna, jej uwagę przykuła kartka informacyjna na klatce schodowej. Był to komunikat dotyczący pluskiew. Przerażona mieszkanka Woli postanowiła zapytać swoich sąsiadów, czy coś wiedzą na ten temat.

- Niedawno przeprowadziłam się do mieszkania na ulicy Elekcyjnej 33. Zwróciłam uwagę na komunikat na tablicy ogłoszeń, że mieszkańcy zgłaszali problemy z pluskwami i karaluchami. Czy rzeczywiście jest się czego bać? Czy to ogłoszenie jest stare i tak sobie wisi? Będę bardzo wdzięczna za wszelkie informacje - zapytała na grupie sąsiedzkiej zrzeszającej mieszkańców Woli.

Jak się okazało, problem jest realny, ale nie tylko na Woli. W wielu miejscach w Warszawie mieszkańcy borykają się z pluskwami, o czym już pisaliśmy na naszym portalu.

Pod postem mieszkanki Woli warszawiacy odpowiadają, skąd coraz większy problem z pluskwami - Ludzie ze śmietników biorą meble. Nie sprawdzają, czy nie ma robali. Przyniesie do domu i tragedia na cały blok - sugeruje jedna z mieszkanek i ma sporo racji. W ostatnim czasie ludzie coraz chętniej dają tak zwane drugie życie meblom i przedmiotom z gratowisk, tudzież ze śmietników, co wiąże się z ryzykiem przyniesienia do domu "lokatorów na gapę". Z jednej strony dobra idea "zero waste", z drugiej zaś strony nie wiemy, dlaczego ktoś pozbywa się z domu całkiem dobrego mebla. Należałoby przed wniesieniem mebla do domu dokładnie go obejrzeć i profilaktycznie zdezynfekować, bądź użyć środków na pluskwy.

Kolejna teoria Warszawiaków mówi o tym, że to turyści z Wielkiej Brytanii przenoszą pluskwy - Nawet w nowych blokach bywają pluskwy, po prostu to zmora tych, co podróżują. Nawet w dobrych hotelach są pluskwy. Poczytaj sobie ile Brytyjczyków w domach ma to robactwo (nawet co piąty dom), a oni lubią jeździć na wakacje. Wystarczy, że oni przenoszą pluskwy do hotelu i potem można to sobie przywieźć do domu. To nie jest tak, że z blokiem coś jest nie tak, po prostu jest ktoś, kto się przyznał w administracji. Jak z wszami w przedszkolu. Wcale nie dotyczy to brudasów - odpowiedział kolejny mieszkaniec Woli.

- Niestety, turyści z wysp często przywożą do nas pluskwy. Może być zadbany, nowy blok, ale jak ktoś w walizce przywiezie, to potem cały blok się męczy z tym robactwem - brzmi kolejny komentarz mieszkańca Warszawy.

Faktycznie, Wielka Brytania boryka się z rosnącym problemem pluskiew, szczególnie w Londynie. Jak informuje portal londynek.net, nowe dane wskazują, że z roku na rok w Londynie wzrasta liczba miejsc, w których pojawiły się pluskwy. Samorządy wydały ponad 270 000 funtów na walkę z tymi insektami, ale pluskwy wciąż wracają, a dezynsekcja działa tylko na określony czas.

W ostatnim czasie popularna na mapie Europy jako miejsce wypoczynku stała się Malta, na której również wzrósł problem z pluskwami, o czym świadczą liczne komentarze w google od gości hotelowych. Warto zawsze przed powrotem z wyspiarskich państw dokładnie sprawdzić walizkę i profilaktycznie spryskać ją odpowiednimi środkami. Państwa znajdujące się na wyspach mierzą się z dużą wilgocią, szczególnie w okresie jesienno-wiosennym, co sprzyja pluskwom i karaluchom.

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu