Praga-Północ. Leżał na chodniku, a staruszka krzyczała nad nim, że takim jak on nie powinno się pomagać
Do szokujących scen doszło w czwartek w okolicach warszawskiego Dworca Wileńskiego na Pradze-Północ.
14 lipca o godz. 20:30 na przystanku tramwajowym Dworzec Wileński znajdował się mężczyzna w wieku ok. 30 lat, który leżał na chodniku i potrzebował medycznej pomocy. Każda próba złapania równowagi kończyła się fiaskiem. Nie miał siły, by mówić. W pewnym momencie mężczyzna pełzając zbliżał się niebezpiecznie do torów i istniało zagrożenie, że wpadnie na jezdnię. Na szczęście asekurowania go podjęli się przypadkowi świadkowie, którzy przyszli na przystanek. Jedna z kobiet zadzwoniła na numer alarmowy po karetkę, czego świadkiem był nasz reporter. Co ciekawe, gdy po 15 minutach nikt nie przyjechał, kobieta ponowiła telefon alarmowy - tym razem na policję i usłyszała, że wcześniej nie wpłynęło żadne zlecenie z prośbą o pomoc medyczną na wspomniany przystanek. Po tym telefonie pomoc nadeszła po ok. 3 minutach i mężczyzna został przetransportowany do szpitala.
W międzyczasie na miejscu pojawiła się oburzona starsza kobieta, której zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Pozwoliła sobie nawet na dyskryminujące hasła. - Mówiła, że takich jak ten mężczyzna na chodniku to cytuję: "trzeba wsadzać bezwzględnie za kraty, bo to na pewno Ukrainiec". Nie słuchała, że powinno się pomagać każdemu bez względu na pochodzenie czy zażyte substancje, choć w tym przypadku nie było nawet wiadomo, co tak naprawdę się stało, bo takie zachowanie jakie wykazywał poszkodowany, mogły być też objawem różnych chorób. Ona jednak z góry oceniła, że on na pewno jest po narkotykach i nie powinno mu się pomagać. Dziwiła się, że ktoś wezwał pomoc medyczną, bo według niej mężczyzna co najwyżej powinien trafić w ręce policji. Ludzie ją uciszali i byli załamani taką znieczulicą - relacjonuje nasz dziennikarz.
