Mieszkańcy Saskiej Kępy żegnają Stanisława Soykę. "Jeszcze w zeszlym roku siedzieliśmy razem na ławce na Paryskiej"
Stanisław Soyka we wspomnieniach sąsiadów został zapamiętany jako ciepły, serdeczny i skromny człowiek.
21 sierpnia nadeszła informacja o śmierci Stanisława Soyki. Muzyk miał tego dnia wystąpić na festiwalu w Sopocie. Jak ustalił "Fakt", piosenkarz zmarł w hotelu, niedługo przed występem. Zdążył być jeszcze na próbie i rozmawiać m.in. z Kayah. - Na scenie miał pojawić się o godzinie 20.55. Miał już zapewniony transport z hotelu do Opery Leśnej, gdzie zaplanowano wspólne wejście z reporterką Radia Eska - czytamy w tabloidzie. Miał 66 lat.
Artysta przez wiele lat mieszkał na warszawskiej Saskiej Kępie. Gdy media obiegły wieści o jego niespodziewanej śmierci, lokalna społeczność na jednej z facebookowych grup zaczęła go wspominać. "Jako dziecko pamiętam jak przesiadywał z Agnieszką Osiecką w Sax&Sex", "Smutne. Śpij zasnęła już twoja Saska Kępa, jeż się leniwie przekrada pod płotem, Wisła kolejny fragment brzegu zabiera wraz z tobą do nieba", "Na miły Bóg trudno uwierzyć. Szczególnie dotyka nas gdy chodzi o kogoś kogo się znało z widzenia, sąsiada, a do tego prawie rówieśnika", "Zawsze jak się go widziało był taki ciepły i serdeczny", "13 sierpnia Artysta wystąpił z zespołem na dniu pamięci warszawskiej Starówki. Koncert był wspaniały, a Stanisław Sojka zaśpiewał rewelacyjnie swoje znakomite, pełne mądrości piosenki! Nie mogę uwierzyć", "Mieszkam tu od zawsze, ale spotkałam go tylko 2 razy. Jechał rowerem w szarym płaszczu. 2 razy ta sama sytuacja. Było to z 15 lat temu. Dziś ten obraz mam w głowie", "Sąsiad drzwi w drzwi", "Jeszcze w zeszłym roku siedzieliśmy razem na ławce na Paryskiej, dyskutując o dzieciach, rodzinie, życiu, Wspaniały człowiek, bardzo ciepły i skromny" - piszą internauci.
