Reklama
Reklama

Wielka spór o psi trawnik na Nowolipkach. Pojawiła się siatka i sąsiedzi przyszli z obcęgami

kamienica przy ul. Nowolipki 12A | fot. google stret view
kamienica przy ul. Nowolipki 12A | fot. google stret view

- Pani Iwona z zarządu wspólnoty mieszkaniowej nie lubi psów i ludzi, chodzi, zwraca uwagę i krzyczy na nas, żebyśmy stąd sobie poszli, bo ona sobie nie życzy. Chce mieć ogród pod oknami, a nie psy - stwierdziła w rozmowie z "Wyborczą" jedna z mieszkanek.

Szeroki na kilka metrów pas zieleni, otoczony niskim, metalowym płotkiem przy ul. Nowolipki 12A na warszawskim Śródmieście stał się przedmiotem sąsiedzkiego sporu. Wszystko przez to, że przerwa w płocie została niedawno zagrodzona kawałkiem plecionego drutu, a wzdłuż ogrodzenia posadzono krzewy. Dotychczas ten odcinek zieleni służył przez lata mieszkańcom za psi wychodek.

- Tutaj nie ma gdzie wychodzić z psami. Najczęściej chodzimy pod Muzeum Polin, czy na drugą stronę al. Jana Pawła, na górkę przy Dzielnej (skwer gen. Jana Jura-Gorzechowskiego). Ale, żeby się wysikać na szybko, przed snem, nie ma gdzie - opowiada mieszkanka w rozmowie ze "Stołeczną".

Administrator budynku Łukasz Wardzyński wytłumaczył, że o "uzupełnieniu luki w ogrodzeniu" i "nasadzeniu krzewów" zdecydował zarząd wspólnoty, który miał na to wszystkie potrzebne zgody. Tymczasem przez niezadowolenie mieszkańców, które zaczęło być niepokojące i z każdym dniem przybierać na sile, zamieszana w tą sprawę pani Iwona w środę 10 września odeszła z zarządu wspólnoty. Poszło o hejt. Dodała, że lokatorzy zaczęli jakiś czas temu wyrywać nowe nasadzenia i wyginać wykończenie odnowionego płotu.

- Złożyłam rezygnację na skutek tego niewyobrażalnego hejtu, wpisów pod moim adresem, jak również zagrożenia życia i gróźb, że jeżeli się to nie skończy, to zostaną mi przecięte opony w samochodzie - powiedziała w rozmowie z "Wyborczą". - Ta siatka to nie było żadne wielkie ogrodzenie. To był kawałek niskiego płotku, żeby krzewy miały szansę się przyjąć. To miało stać najwyżej kilka miesięcy, aż rośliny się ukorzenią i będzie zielono. Ale ktoś zaczął je wyrywać. Potem szukaliśmy tych krzewów po okolicznych trawnikach, próbowaliśmy je posadzić ponownie i znowu zostało to wyrwane, więc stwierdziliśmy, że spróbujemy to zamknąć, po czym ktoś przyszedł z obcęgami i to przeciął. To jest wandalizm - podsumowała.

Jak poinformował Mateusz Węgrzyn - rzecznik dzielnicy Śródmieście - nasadzenia oraz uzupełnienie płotu muszą zostać usunięte. - Całą sprawę należy odczytywać jako przykład przykrego braku porozumienia między sąsiadami. Zrozumiałe są emocje i potrzeby osób, które w pobliżu swoich mieszkań starają się przeciwdziałać degradacji zieleni miejskiej, jednak większe ingerencje w miejską architekturę, stawianie ogrodzeń czy tabliczek, muszą odbywać się zgodnie z procedurami, w porozumieniu z administratorem terenu i w tym wypadku także z konserwatorem zabytków. Wzywamy Wspólnotę do usunięcia nasadzeń i dodatkowego ogrodzenia - wyjaśnił.

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu

Dziś w Warszawie

17℃
3℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
23 km
Stan powietrza
PM2.5
10.20 μg/m3
Bardzo dobry
Zobacz pogodę na jutro