Dawna "Gdańska pod Retmanem" niszczeje na oczach mieszkańców Mariensztatu. "Kiedyś śmiech, tańce, radość, muzyka, a teraz ruina"
Losy budynku przy ul. Bednarskiej 9 w Warszawie są coraz gorsze...
W budynku mieszkalnym zwanym potocznie waweliowcem znajdującym się przy ulicy Bednarskiej 9 na warszawskim Mariensztacie, przez ponad sześć dekad znajdował się jeden z bardziej znanych lokali gastronomicznych, restauracja Gdańska pod Retmanem. "Była to jedna z większych warszawskich restauracji przygotowanych na obsługę wycieczek i turystów. Nazwę odziedziczyła podobno po znajdującym się przed wojną w bezpośredniej okolicy lokalu dla flisaków. Wystrój lokalu poniekąd socrealistyczny był utrzymany w stylu marynistycznym a menu, było oparte o przepisy kulinarne z pomorza. Jak na tamte czasy było to miejsce bardzo luksusowe. Przez cały tydzień w ciągu dnia na niewielkim parkingu stały autobusy wycieczkowe Orbisu a turyści, głównie z zagranicy pałaszowali sute posiłki. Wieczorami odbywały się tutaj popularne w PRL dansingi. Tańczono przy muzyce na żywo a imprezy, były suto zakrapiane alkoholem - czytamy na stronie isrodmiescie.pl.
Od dawna miejsce po restauracji jest opustoszałe. Jeszcze kilka lat temu mieściła się w nim sala weselna do 150 osób, a później swoje atelier miała Maja Sablewska na potrzeby programu dla TVN Style. Niestety czasy swojej świetności ma za sobą, a teraz jeszcze zaczęło straszyć z zewnątrz. Wszystko przez pseudograffiti, które niedawno pojawiło się na zewnętrznych ścianach elewacji i nawet na oknach.
"Widzisz i nie grzmisz. Jak można taki piękny budynek oszpecić tymi bazgrołami? Dopiero co tego nie było... Dodatkowo jedno z okien jest otwarte, więc kwestia czasu, aż ktoś będzie tam wrzucał śmieci... Ech" - brzmi nowy post jednej z grup sąsiedzkich. Pod wpisem zabrała głos lokalna społeczność. "Kiedyś śmiech, tańce, radość, muzyka. Teraz ruina", "Kurczę i marnieje... Szkoda że miasto się tym nie interesuje, to wymaga pewnie remontu teraz, ale jest potencjał... Jakaś fajna restauracja na Mariensztacie by się przydała", "Po Retmanie i jakiejś dziwnej fundacji był teatr dla malutkich dzieci. Po zalaniu zostały wypaczone podłogi i grzyb na ścianach aż do sufitu. Tragedia. Nie ma szczęścia ten lokal. Budynek potwornie akustyczny i wszelką głośniejsza działalność jest bardzo uciążliwa. A lokal duży i kiedyś był piękny", "Nigdy nie przypuszczałbym , że Retman tak skończy. Kiedyś tętniący życiem lokal stał się ruiną. Ci, którzy tam pracowali, pewnie mają przednie wspomnienia" - napisały osoby z Mariensztatu.
Przeczytaj też: Zdewastowany mur na Mariensztacie wyczyszczony. Legia pokryła koszty
