Korki w Łomiankach coraz większe. "Ostatnie dni katastrofalne pod względem natężenia ruchu"
Zator na granicy Łomianek i Warszawy to problem, który od wielu lat pozostaje nierozwiązany. Czy po liście burmistrza coś w tej sprawie się polepszy? Ostatnio zrobiło się jeszcze gorzej.
Coraz częściej dojazd w korkach z Łomianek do metra na Marymoncie zajmuje przeszło godzinę. Burmistrz Łomianek Tomasz Dąbrowski skierował w tej sprawie pismo do Rafała Trzaskowskiego, którego prosi o spotkanie w celu rozwiązania tej sytuacji. - Ostatnie dni były dla Łomianek nie tylko trudne, ale wręcz katastrofalne pod względem natężenia ruchu. Obecne ustawienie sygnalizacji świetlnej sparaliżowało główne ciągi komunikacyjne miasta, powodując wielogodzinne zatory, utrudnienia w funkcjonowaniu transportu publicznego i znaczne opóźnienia w ruchu służb ratunkowych. Sytuacja uległa wyraźnemu pogorszeniu w ostatnich tygodniach, co wymaga pilnej reakcji i wspólnego działania - zaalarmował w liście do prezydenta Warszawy.
Domaga się m.in. przeprogramowania sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach ul. Pułkowej w Warszawie. Wraca też do wytyczenia tam buspasa po poszerzeniu jezdni. Na to jednak nie chce się zgodzić ani warszawski Zarząd Dróg Miejskich, ani Biuro Zarządzania Ruchem Drogowym w stołecznym ratuszu. Poza tym snuje wizji o przedłużeniu pierwszej linii metra do Łomianek.
Tymczasem w stołecznym ratuszu urzędnicy rozważają rozwiązanie, które w 2019 r. zastosowały władze Gdyni. "W tym mieście na dwujezdniowym odcinku między Witominem a Chwarznem za 4 mln zł powstał tzw. kontrabuspas o zmiennym kierunku ruchu. Autobusy jeździły nim raz w jedną, raz w drugą stronę (w zależności od pory dnia), a kierowcy samochodów mieli zawsze trzy pasy" - przypomina "Gazeta Wyborcza".


