Na świątecznym jarmarku pod Pałacem Kultury i Nauki nie wszystko smaczne? "Omlet jest totalnym nieporozumieniem"
Według celebrytki znanej z show TVN i telewizji śniadaniowych, są dania, które lepiej na targu omijać w niektórych budkach.
Była uczestniczka "MasterChefa" - Natalia Maszkowska - która jest kucharką, odwiedziła jarmark świąteczny na Placu Defilad, który jest czynny o 28 listopada. Na miejscu jest ponad 100 budek z przysmakami i celebrytka spróbowała kilku z nich. Pierogi z mięsem za 32 zł nie podbiły jej podniebienia. "Farsz był dobry, ale, niestety, ciasto było stanowczo za grube. Nie były to złe pierogi, ale tez nie były dobre" - oceniła i dodała, co ją najbardziej rozczarowało. "Totalnym nieporozumieniem jest omlet cesarski. Wszystko było jednym, wielkim gotowcem. Omlet kosztował 29 zł, chociaż z karty ściągnięto mi 32 zł. Mam nadzieję, że był to przypadek. Nie oceniam gotowych produktów, po prostu nie polecam" - grzmiała.
Za to do pajdy ze smalcem nie ma zastrzeżeń. "Bardzo się cieszę, że była opcja zamówienia połowy pajdy. Za taką ze wszystkimi dodatkami zapłaciłam 12 zł. Chleb był idealnej grubości, a ten smalec - w porównaniu do wrocławskiego - to jest przepaść. We Wrocławiu powinni wam zapłacić za to, że go jecie, a ten zjecie ze smakiem" - zachwaliła.
Finalnie była zadowolona ze swojej wizyty, a za wszystkie rzeczy, które testowała (znalazł się w tym też m.in. czerwony barszczyk) zapłaciła 215 zł.
