Rektor UKSW tłumaczy, dlaczego wszedł w posiadanie mieszkania 88-latki. Mówi o bliskich relacjach z panią Emilią
Według rektora uczelni, informacje na jego temat przedstawione niedawno w jednym z programów TVN, naruszają jego dobra osobiste. Jaka jest prawda?
Pod koniec listopada informowaliśmy o reportażu "Uwagi" TVN, który informował, jakoby ksiądz Ryszard Czekalski - rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie - w niejasnych okolicznościach został właścicielem mieszkania na Starym Mieście starszej, schorowanej kobiety, która ma problemy z pamięcią i od jakiegoś czasu przebywa w domu opieki. Pobyt w niej w większości pokrywany jest z jej emerytury, resztę dopłaca NFZ. Sam zainteresowany odmówił w reportażu komentarza, w przeciwieństwie do jej bliskich. Więcej o tym przeczytasz TU.
Jego obszerne wyjaśnienie pojawiło się na stronie warszawskiej uczelni dopiero 4 grudnia. Duchowny nie zgadza się z zarzutami i insynuacjami przedstawionymi w programie o pani Emilii.
- Z olbrzymim ubolewaniem i zażenowaniem odebrałem materiał telewizji TVN, który traktuję jako nieuprawniony, niezgodny z prawdą, nieetyczny i co najgorsze - nastawiony na bezrefleksyjne niszczenie człowieka. Tym bardziej, że motywacją - opartego o pomówienia i nieuprawnione insynuacje - medialnego ataku na mnie są względy materialne. Jest nim mieszkanie, o którym - podobnie jak o jego właścicielce - nagle przypomnieli sobie krewni. Krewni, którzy przez lata nie wykazywali najmniejszego zainteresowania rzekomo bliską im osobą. Takie współdziałanie dwóch zaangażowanych stron (osób ubiegających się o majątek i dziennikarza telewizji TVN) doprowadziły do powstania reportażu, w którym wiele jest niedomówień i chwytliwych emocji. Te ostatnie wywołano poprzez działania nieuczciwe, a co gorsza postępując w sposób niehumanitarny i urągający prawom człowieka. Bo jak inaczej określić najście osoby chorej w centrum opiekuńczo-leczniczym? Jak inaczej określić wykorzystanie jej złego stanu fizycznego i psychicznego? Tym bardziej jest to bulwersujące! - czytamy.
W dalszej części oświadczenia duchowny tłumaczy, dlaczego to właśnie jemu seniorka przepisała swoje mieszkanie w Warszawie. - W materiale TVN nie odnajdziemy kluczowych informacji. Choćby o tym, że od prawie 30. lat pozostaję w bliskich, przyjacielskich relacjach z panią Emilią. Przez te kilkadziesiąt lat byłem z nią i jej najbliższym przyjacielem w dobrych i złych momentach ich życia. Razem z nimi dzieliłem radości i smutki, wspierałem i pomagałem w sytuacjach trudnych - kryzysowych. Także wtedy, gdy opuścili ją najbliżsi, gdy potrzebowała szczególnej opieki, którą otrzymała ode mnie i od członków mojej rodziny. Krewnych występujących w materiale telewizyjnym niestety z nami w tym trudnym czasie nie było. Do pełnej, dożywotniej opieki nad panią Emilią - jestem zobowiązany przede wszystkim przez wzgląd na naszą długoletnią - wręcz rodzinną relację. W ostatnich latach było to najpierw wspieranie w codziennych obowiązkach osoby samodzielnej, mieszkającej w swoim mieszkaniu. Niestety wraz z wiekiem przyszła choroba a jej charakter sprawił, że niezbędna stała się całodobowa opieka medyczna połączona z naszym wsparciem. Dziś oprócz lekarzy i opiekunów opiekę sprawuję zarówno ja sam, jak i moja siostra. Z pełnym oddaniem i sercem dbamy o to, by z godnością i w jak najlepszych warunkach mogła znosić trud walki z chorobą. Oboje mamy nadzieję, że Emilia wróci jeszcze do swojego mieszkania. Ono czeka na nią. Wiele lat temu pani Emilia, będąc w pełni świadomą swoich czynów jasno wyraziła swoją wolę. Ta została w pełni zabezpieczona i przeze mnie zostanie do końca wykonana.
Chcę by wybrzmiało to wyraźnie: nie jest i nigdy nie było mi potrzebne czyjekolwiek mieszkanie, czy czyjekolwiek dobra materialne. Przyszło mi wykonać wolę drugiego - bliskiego mi człowieka i tę wolę wykonam, bo do tego się zobowiązałem. A pomoc niesiona kiedyś zdrowej, pełnej radości, dystyngowanej - a dziś schorowanej, wymagającej nieustannej pomocy i niestety upokorzonej wspomnianym materiałem kobiecie jest moim obowiązkiem. Obowiązkiem prawdziwego przyjaciela. Dziś przychodzi mi się zmagać z fałszywymi oskarżeniami chociażby o brak odpowiedzi na korespondencję od krewnych, która to nigdy do mnie nie dotarła, o działanie z chęci zysku czy też z insynuacjami relacji osobistych mających rzekomo łączyć mnie z panią Emilią. Są to pozbawione prawdy zarzuty i trudno tłumaczyć się z takowych - tłumaczy ksiądz Ryszard Czekalski.
