Policjant spryskał gazem Magdalenę Biejat na strajku kobiet. Jest akt oskarżenia, podejrzany nie przyznał się do czynu
Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności do lat 10. Obecnie nie pracuje już w policji i przebywa na emeryturze.
Wraca sprawa z 18 listopada 2020 roku, kiedy to na placu Powstańców Warszawy policjant użył gazu wobec ówczesnej posłanki na Sejm (dziś wicemarszałkini Senatu) Magdaleny Biejat. Posłanka podkreślała, że na proteście związanym z zaostrzeniem prawa aborcyjnego była w ramach interwencji poselskiej i trzymała w rękach stosowną legitymację.
Sebastian S. dopiero teraz został oskarżony o przekroczenie uprawnień w trakcie czynności służbowych sprzed pięciu lat. "Użył w kierunku posłanki na Sejm RP Magdaleny Biejat, środka przymusu bezpośredniego w postaci ręcznego miotacza gazu pieprzowego, kierując go w jej twarz z odległości mniejszej niż dwa metry" - powiedział prokurator Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, informując o skierowaniu właśnie do sądu aktu oskarżenia. Wcześniej prokuratura umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy, co Magdalena Biejat zaskarżyła.
Gdy tożsamość policjanta udało się ustalić, według śledczych, jego działanie nie było zgodne z zasadami taktyki i techniki interwencji policyjnej oraz z zasadą proporcjonalności użycia sił i środków, a także z zasadami niezbędności i celowości określonymi w ustawie o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej. To nie wszystko. "Zdaniem biegłego, funkcja, jaką Magdalena Biejat pełniła w dniu zdarzenia, była wystarczająca, aby uznać zachowanie funkcjonariusza za naruszające określone przepisy prawa gwarantujące posłance ochronę" - stwierdziła prokuratura.
Przesłuchany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień.
Przypomnijmy nagranie z zajścia z Magdaleną Bijat i policjantem używającym wobec niej gazu pieprzowego...


