Blokował ruch i stwarzał zagrożenie. Okazało się, że w środku jest kierowca z podejrzeniem udaru mózgu
Mężczyzna nie reagował. Sytuacja z regionu.
7 stycznia w godzinach wieczornych, policjanci zauważyli w Żurominie (woj. mazowieckie) opla z włączonym silnikiem. Stał częściowo na jezdni, a częściowo na parkingu.
"Przejeżdżający kierowcy migali światłami, ostrzegając, że auto blokuje ruch i stwarza realne zagrożenie. Omijali je ostrożnie i odjeżdżali. Policjanci, starszy sierżant Jacek Kordalski i sierżant Dawid Stępka, zatrzymali się i podeszli. Za kierownicą siedział mężczyzna z głową opadniętą na pierś. Nie reagował na wołanie, na stukanie w szybę. Gdy otworzyli drzwi, zrozumieli natychmiast: to nie zwykłe zmęczenie czy nieuwaga. Objawy były jednoznaczne - podejrzenie udaru mózgu" - opisuje w komunikacie st. asp. Tomasz Łopiński z policji w Żurominie.
Po tym gdy mężczyzna trafił do szpitala, policjanci zabezpieczyli pojazd, dokumenty i pieniądze, a później przekazali wszystko żonie poszkodowanego.
"Nietypowo zaparkowany samochód, człowiek, który nagle przestaje reagować - to mogą być pierwsze sygnały dramatu, który rozgrywa się na naszych oczach. Bądźmy czujni. Nie odwracajmy wzroku. Nie zakładajmy, że "ktoś inny zareaguje". Dzwońmy na 112 bez wahania. Jedno zgłoszenie, jedna szybka interwencja - może uratować czyjeś życie" - przypomina policja.
