Wezwali straż do rozżarzonych węgli. Prawda okazała się zaskakująca
Nietypowe zgłoszenie odebrali ostatnio dyżurni numeru alarmowego 112, które następnie trafiło do Ochotniczej Straży Pożarnej w Ożarowie Mazowieckim (woj. mazowieckie). Dzwoniąca kobieta poinformowała, że na jednym ze zjazdów z trasy S8, w rejonie podwarszawskich Morów, na jezdni znajdują się żarzące się węgle.
Według zgłoszenia leżały one na trasie Poznańskiej, w pobliżu zjazdu Warszawa Zachód. Kobieta opisywała, że sterta węgli ma około pół metra na pół metra i wciąż się tli, wydzielając dym. Informacja ta została odnotowana podczas przyjmowania zgłoszenia.
Na miejsce natychmiast skierowano jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej z Ożarowa Mazowieckiego. Obecność płonących węgli na drodze stanowiła poważne zagrożenie, zwłaszcza w tak ruchliwym punkcie komunikacyjnym, jakim jest zjazd Warszawa Zachód, gdzie krzyżują się strumienie pojazdów wjeżdżających i opuszczających stolicę. Nie wiadomo, czy strażacy już w trakcie dojazdu próbowali zlokalizować źródło dymu, o którym wspominała osoba zgłaszająca. Tymczasem na miejscu okazało się, że to, co miało być rozżarzonym węglem czyhającym na kierowców, w istocie było rozjechanymi pomidorami. "Pożar węgli pomiędzy pasami. Po dojeździe stwierdzono leżące pomidory na drodze" - napisali strażacy w opisie swojej akcji.
