Niemowlę zmarło w wychłodzonym mieszkaniu. "Na ścianach był szron, woda w butelkach również zamarznięta"
Na razie śledztwo zostało wszczęte w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia. Nikt nie usłyszał zarzutów.
We wtorek 27 stycznia zrobiło się głośno o śmierci dwumiesięcznego niemowlęcia, które zmarło dwa dni wcześniej w wychłodzonym mieszkaniu w kamienicy w centrum Radomia (woj. mazowieckie). - Okna były przymarznięte, na ścianach był szron. Woda w butelkach, które stały na jednym z regałów, również była zamarznięta - przekazał szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski.
W środku przebywały trzy kobiety: 37-letnia matka z niemowlęciem, jej siostra i babcia dziecka. Kobiety były trzeźwe. - Powiedziały policjantom, że ostatni raz paliły w piecu kaflowym w godzinach wieczornych poprzedniego dnia, ale mimo to w mieszkaniu było bardzo zimno - dodał. Na co dzień niemowlak mieszkał w Krakowie. Dzień przed śmiercią matka zabrała go do babci. Jak powiedziała policji, nie zdawała sobie sprawy z warunków, jakie były w jej mieszkaniu.
Na razie nie można jednoznacznie stwierdzić, co było na 100 proc. przyczyną śmierci dziecka. Dziś przeprowadzono jego sekcję zwłok. - Można rozważać, czy to była niska temperatura panująca w mieszkaniu, czy może u dziecka wystąpiły jakieś zmiany chorobowe, o których matka nie wiedziała - tłumaczy prok. Ołtarzewski.
Według matki, jej maleństwo było zdrowe. Ostatni raz karmiła je o godz. 3.00. Trzy godziny później kobieta wstała do niego i to wtedy odkryła, że jest sine i nie oddycha.
