Ryszard Rynkowski w Pruszkowie wrócił do koncertów po długiej przerwie. "Fakt": "z trudem poruszał się na scenie". W końcu przerwano występ
31 stycznia Ryszard Rynkowski zagrał pierwszy od dłuższego czasu koncert w centrum kultury w Pruszkowie (woj. mazowieckie), po bolesnych doświadczeniach z życia prywatnego, do których zalicza się m.in. śmierć ukochanej żony. "Na scenie Rynkowski z trudem się poruszał. Artysta wyjaśnił uczestnikom wydarzenia, z czego wynikają jego kłopoty" - czytamy w "Fakcie". Jak się tłumaczył? W grę weszły m.in. problemy ze zdrowiem.
- Trochę gorzej chodzę, bo mam tutaj taki kawałek metalu, w środku... W związku z tym trochę wolniej chodzę i nie jest to sprawa ta, która czeka na mnie w sądzie, broń Boże - wyjaśnił artysta w przerwie między utworami. - Cieszę się z tego, że ten rok się skończył. Mam nadzieję, że już nic gorszego spotkać mnie nie może. To jest pierwszy koncert jaki gram dla publiczności... Nie chcę się rozczulać nad sobą, ale dostałem dużą pałką po łbie, tak to nazwę. To jest coś, co mnie bardzo powaliło. Przepraszam, że o tym mówię, ale jest mi ciężko. Czas to jest taki dar, dar losu, który pozwala przetrwać, pozwala zapomnieć. Ja nie wiem, czy ja potrafię zapomnieć, ale chciałbym wam powiedzieć, że to jest największy dar. Dbajcie o to, dbajcie o każdą chwilę swojego życia, bo czas to jest tylko to, co dostajemy od pana Boga. Każdy z nas to otrzymał, ale nikt nie wie, ile to będzie trwało - dodał.
Tabloid podaje, że ok. po godzinie, artysta poinformował, że potrzebuje odpoczynku i zszedł ze sceny. Głos w sprawie miał zabrać organizator koncertu. "Pan Ryszard pojechał do hotelu. Jest pod naszą opieką, managementu i organizatora i osoby postronne absolutnie nie muszą się niepokoić. Koncert został przerwany. Pan Ryszard nie zaśpiewał jedynie ostatniego utworu" - stwierdził.
