Klinika metadonowa działa na Mokotowie niecałe dwa tygodnie, a już jej tam nie chcą. "Podrzucili nam kukułcze jajo"
Mieszkańcy stracili szybko cierpliwość i przesłali apel o zamknięcie placówki do NFZ. W tej sprawie wystąpili też we wtorek w programie TVP Warszawa "Reagujemy".
Niedawno klinika Volta-Med finansowana przez NFZ, która pomagała w walce z nałogiem heroinowym, skończyła działalność przy ul. Kijowskiej na Pradze-Północ i przeniosła się na Mokotów. Jej adres teraz to Czerska 18. Od pierwszych dni jej działania mieszkańcy zwracają uwagę, że teraz oni muszą mierzyć się z problemem znanym sąsiadom poprzedniej lokalizacji. Chodzi o niebezpieczne towarzystwo, które zbiera się pod kliniką i handluje nielegalnie metadonem. W okolicy można znaleźć też strzykawki. Zdążyło już tam dojść do pierwszej interwencji policji. - Usłyszałem krzyki: policja, złodziej! Od razu chwyciłem za telefon, wezwałem policję i podszedłem do tych dwóch mężczyzn. Jeden był wyraźnie zakrwawiony, wokół nosa i prawego oka. Potem dowiedziałem się, że ten pierwszy chciał mu sprzedać metadon, ale kupujący nie miał gotówki i chciał podejść do bankomatu. Buteleczkę wziął ze sobą, a ten chcąc go przytrzymać, potraktował gazem łzawiącym - opisał świadek zdarzenia w "Fakcie".
- Nie spodziewaliśmy się, że zostanie nam podrzucone kukułcze jajo. Nie mieliśmy pojęcia o tym, co tu się sprowadza, ponieważ jest to lokal prywatny. Poczytaliśmy o tym, co działo się na Kijowskiej i padł na nas autentyczny, blady strach. Boimy się o nas, o nasze dzieci. Boimy się, że na mapie Warszawy, powstanie nowy punkt dla narkomanów, a my będziemy borykać się z kradzieżami i atakami - dodała pani Aleksandra.
Tymczasem ośrodek zapewnił, że zatrudnił pracownika ochrony, który patroluje teren wokół budynku.


