Mężczyzna zasłabł w podmiejskim pociągu. "Wszyscy wokół się rozstąpili, nikt nie reagował"
Serce mężczyzny przestało bić dwukrotnie.
W piątkowy poranek - 6 marca - w pociągu podmiejskim w warszawskiej Falenicy około godziny 6.40 rozegrała się akcja ratunkowa. Gdy skład zatrzymał się na stacji, pasażerowie usłyszeli z głośników komunikat kierownika pociągu: "Zasłabł człowiek. Czy w pociągu jest ratownik albo lekarz?".
Na szczęście składem podróżowała funkcjonariuszka straży miejskiej z oddziału na Starówce. Była po pracy, ale zareagowała natychmiast i ruszyła na ratunek. Innych sparaliżowało. - W wąskim przejściu leżał około 65-letni mężczyzna. Wszyscy wokół się rozstąpili, nikt nie reagował, prawdopodobnie ludzie się bali lub nie wiedzieli, co robić - opisuje strażniczka. - Kiedy pierwszy raz przeprowadziłam badanie funkcji życiowych, mężczyzna jeszcze oddychał i miał bardzo wysokie tętno. Po chwili "zatrzymał się" - relacjonuje.
Później dołączyła do niej młoda dziewczyna, uczennica pierwszego roku szkoły pielęgniarskiej oraz jeden z pasażerów. A kierownik pociągu przyniósł defibrylator AED. - Defibrylator kilkukrotnie uruchomił impuls elektryczny, następnie nakazał prowadzenie masażu serca. Nasza funkcjonariuszka zaczęła uciskanie klatki piersiowej walczącego o życie człowieka - czytamy w komunikacie.
Mężczyzna na chwilę odzyskał wtedy świadomość. Po reanimacji został ułożony w pozycji bocznej bezpiecznej, jednak po chwili jego serce znów przestało bić. - Walka zaczęła się od początku. Ratujący natychmiast podjęli resuscytację. Prowadzili ją niestrudzenie, aż do przybycia załogi pogotowia, która przejęła czynności ratownicze, wdrażając bardziej zaawansowane środki medyczne - opisują strażnicy.
Ok. godz. 7:20 mężczyznę zabrało pogotowie.
