Znaleźli 10 martwych krów wśród żywych, bez stałego dostępu do wody. Właściciel stada wini za ich śmierć... pogodę
Sprawą zajęły się już organy ścigania.
W jednym z gospodarstw we wsi Ulatowo-Słabogóra (woj. mazowieckie) w gminie Jednorożec, Inspekcja Weterynaryjna przeprowadziła właśnie kontrolę po donosie przekazanym przez TVP3 Warszawa.
Na miejscu Powiatowy Lekarz Weterynarii zastał dziesięć padłych krów. Pozostałe zwierzęta ze stada znajdowały się w tej samej stodole, w niskim pomieszczeniu i nie miały zapewnionego stałego dostępu do wody. Gospodarz tłumaczy się, że ostatnio podupadł na zdrowiu, stąd zaniedbanie stada. Twierdzi, że jest świadomy, że w takiej sytuacji powinien zrezygnować z prowadzenia gospodarstwa. - Nikt nie chce tego przejąć, jest do likwidacji, powinienem był zlikwidować już z rok temu, ale to tak człowiek przyzwyczajony do tego - powiedział na antenie w "Kurierze". Nie potrafił jednak powiedzieć, dlaczego nie zabrał martwych zwierząt.
- Potwierdzono obecność padłych 10 sztuk bydła. Warunki utrzymania były niewłaściwe. Właściciel stada oświadczył, że pierwsze padnięcia miały miejsce w okresie największych mrozów, około 15 stycznia. Wskazał na warunki pogodowe jako powód padnięć - napisała inspekcja weterynaryjna w piśmie do TVP3 Warszawa.


