Posadzili drzewa pod wiaduktem. "To miejsce nie przestaje zaskakiwać"
Wcześniej był tam samowolny parking z autami mieszkańców okolicznych bloków.
Przestrzeń w Radomiu (woj. mazowieckie) w okolicy przystanku kolejowego Radom Wschodni pomiędzy rondem Doktor Krystyny Zapały a ulicą Sienną została wyremontowana i powstał tam skwer. Emocje wzbudzają drzewa i krzewy, które znalazły się pod wiaduktem, z ograniczonym dostępem do słońca i wody. Wcześniej miejsce to służyło zazwyczaj za prowizoryczny parking aut mieszkańców okolicznych bloków. Teraz jest tam 10 sztuk klonu pospolitego, odmiany kulistej i aż prawie 700 krzewów, m.in. laurowiśnie, barwinki, hortensje, cisy czy jałowce.
"Posadzenie drzewa pod wiaduktem jest po prostu bez sensu. No jak takie drzewo ma rozwinąć pełną koronę i rosnąć do góry skoro zaraz spotka się z konstrukcją wiaduktu (...) To miejsce nie przestaje mnie zaskakiwać" - czytamy w mediach społecznościowych proekologicznej organizacji ZaDrzew ZaKrzew. Dodano, że drzewo w takim miejscu - czyli w cieniu opadowym - jest skazane na podlewanie przez człowieka lub system nawodnieniowy. Inaczej nie przeżyje. Padło też pytanie, dlaczego drzew nie posadzono kilka metrów dalej, po drugiej stronie ścieżki rowerowej, gdzie miałyby wodę i słońce.
Rzecznik prasowy Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Radomiu zabrał głos. Według niego drzew nie można było posadzić po drugiej stronie ścieżki ze względu na to, że przebiega tamtędy instalacja światłowodowa, więc ich korzenie mogłyby ją uszkodzić.
- Posadzono odmiany drzew kulistych, które nie wymagają cięcia. Wybrano takie sadzonki, które nie będą kolidowały z konstrukcją wiaduktu. Skrajnia obiektu to ponad sześć metrów, a drzewa osiągną wysokość maksymalnie czterech metrów. Warto dodać, że odmiany drzew kulistych stosuje się do niewielkich przestrzeni. Są szczepione na pniu, co pozwala na kontrolę ich wysokości - stwierdził w rozmowie z TVN Warszawa Łukasz Kościelniak i dodał, że skwer został wyposażony w system nawadniania.
Odniósł się też do zarzutów, że część roślin zdążyła już uschnąć. - Wykonawca udziela trzyletniej gwarancji na te nasadzenia więc jeśli przez ten okres coś się będzie działo, to wtedy zostaną one wymienione - słyszymy.


