Nie żyje 37-latek z Białołęki. Zmarł po awanturze, podczas obezwładniania przez policję
Zgodnie z procedurami przebieg interwencji zostanie dokładnie sprawdzony przez pion kontrolny policji. Czynności w tym zakresie prowadzi również wydział kontroli KSP. Wszystkie okoliczności zdarzenia zostaną szczegółowo wyjaśnione - zapewnił przedstawiciel stołecznej komendy.
21 czerwca na ulicy Przejezdnej na warszawskiej Białołęce doszło rano do awantury. - W niedzielę około godziny 9.00 policjanci z Komisariatu Policji Warszawa Białołęka zostali skierowani na interwencję domową po zgłoszeniu dotyczącym agresywnego zachowania 37-letniego mężczyzny wobec innego domownika. Ze zgłoszenia wynikało również, że mężczyzna zażył wcześniej jakieś bliżej nieokreślone środki - przekazał w rozmowie z TVN Warszawa podkomisarz Rafał Markiewicz z KSP.
W trakcie dojazdu na miejsce funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie od samego zainteresowanego. 37-latek informował z kolei o zagrożeniu dla swojego życia i zdrowia ze strony osoby przebywającej razem z nim w mieszkaniu. - Po przybyciu na miejsce policjanci zastali zgłaszającą kobietę, która wskazała pomieszczenie, w którym zamknął się mężczyzna. Z uwagi na dynamiczny charakter sytuacji na miejsce skierowano dodatkowe patrole - dodał policjant.
Podczas próby skontaktowania się z mężczyzną i wejścia do jego pokoju, miał on rozpylić gaz w kierunku interweniujących funkcjonariuszy. Następnie wydostał się z mieszkania przez okno znajdujące się na parterze budynku i zbiegł. Schronienie znalazł w znajdującym się nieopodal garażu. Podczas zatrzymania, ugryzł jednego z policjantów w rękę. - Mężczyzna stawiał czynny opór, był bardzo pobudzony i agresywny. W trakcie obezwładniania stracił przytomność. Funkcjonariusze niezwłocznie rozpoczęli udzielanie mu pierwszej pomocy oraz wezwali zespół ratownictwa medycznego - przekazał policjant.
37-latek trafił do szpitala, gdzie mimo otrzymania pomocy medycznej, zmarł po kilku godzinach.
