Nieznany napastnik zdemolował galerię z rękodziełami przy Marszałkowskiej. Właścicielki poprosiły o pomoc
Na razie tożsamość agresora nie jest znana.
Pracownia "Las Rąk - laboratorium rękodzieł" działa od około 16 lat, angażując się między innymi w różnego rodzaju akcje pomocowe i inicjatywy humanitarne. Osoby prowadzące miejsce poinformowały, że ich siedziba przy ul. Marszałkowskiej 140 została zniszczona przez nieznanego mężczyznę. Według opublikowanego przez pracownię wpisu, w poniedziałek 6 lipca około godziny 12:53, napastnik wtargnął do lokalu i w przypływie agresji zdemolował galerię oraz uszkodził wiele wykonanych ręcznie prac, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Sprawa została zgłoszona policji, a funkcjonariusze zabezpieczają i analizują nagrania z monitoringu.
Prowadzące pracownię przekazały również, że już wcześniej spotykały się z falą internetowego hejtu, gróźb i nieprzychylnych działań. Wśród takich sytuacji wymieniły między innymi fałszywe oznaczanie lokalu w Google Maps jako zamkniętego. Ich zdaniem ostatni atak może mieć związek z wydarzeniem, które miało miejsce w sobotę podczas marszu upamiętniającego ofiary rzezi wołyńskiej. Jedna z pracownic miała wówczas wyrazić sprzeciw wobec antyukraińskich haseł uczestników, pokazując jedynie gest dezaprobaty w postaci dwóch kciuków skierowanych w dół. Jak podkreślają, nie doszło wtedy do żadnej innej reakcji z jej strony.
W ramach zbiórki mającej pomóc w odbudowie zniszczonego lokalu oraz uratowaniu rękodzieł udało się zgromadzić już ponad 141 tysięcy złotych, mimo że początkowy cel wynosił 100 tysięcy złotych. Przedstawiciele Lasu Rąk przekazali, że dokładna wysokość strat nadal jest ustalana. Poinformowano również, że środki zebrane ponad wyznaczoną kwotę zostaną przeznaczone na dalsze działania związane z przeciwdziałaniem wykluczeniu społecznemu, wsparcie Fundacji Asymetryści pomagającej w relokacji osób uciekających z okupowanej Ukrainy, a także akcję "kanapki z sercem", w ramach której wolontariusze rozdają posiłki seniorom oraz osobom znajdującym się w kryzysie bezdomności na Dworcu Centralnym.
