Kierowca autobusu jeździł w upale po Warszawie w spódnicy. Dostał karę od ZTM. "Gdzie ta słynna tolerancja"?
Kierowcy w Warszawie od lat próbują przekonać ZTM, by pozwolił im pracować w krótkich spodenkach. Niestety bezskutecznie. W długich spodniach nie mogą nawet podwinąć nogawek.
"Super Express" opisał historię pana Dariusza - kierowcy jednego ze stołecznych autobusów. 50-letni mężczyzna w upalny dzień założył regulaminową koszulę, a do niej... granatową spódnicę. I tak prowadził niedawno autobus linii 213. Dlaczego?
- Zrobiłem to specjalnie. Samochód zostawiony na słońcu nawet na 20 minut nagrzewa się jak puszka. Z autobusem jest tak samo. Wchodzimy do rozgrzanego pojazdu, a klimatyzacja nie zaczyna działać od razu. Nam nie wolno jeździć w krótkich spodniach, choć kobiety mogą zakładać spódnice - wytłumaczył i dodał, że służbowe spodnie słabo przepuszczają powietrze, a temperatura w kabinie przekracza często 30 stopni. Według niego pasażerowie nie mieli problemu z jego ubiorem.
- Pasażerowie mówią mi: "Nie interesuje mnie, czy jedzie pan w krótkich, czy długich spodniach. Chcę bezpiecznie dojechać z punktu A do punktu B". Kiedy zobaczyli mnie w spódnicy, śmiali się i mówili: "Panie Darku, bajka. Dobrze pan zrobił" - dodał.
Traf chciał, że trafił na kontrolę inspektorów ZTM. Ci patrząc na strój kierowcy stwierdzili uchybienie i nałożyli karę. - Usłyszałem, że jestem mężczyzną i nie mogę jeździć w spódnicy. A co z osobami o innej tożsamości płciowej? One też nie mogą przyjść tak do pracy? Gdzie jest ta słynna warszawska tolerancja? - zastanawia się.
Przeczytaj też: Niebieski tramwaj z Wrocławia będzie jeździł po ulicach Warszawy. W środku na pasażerów czeka krasnal
