Dziki rozszarpały psa na oczach rodziny. "Żyjemy w ciągłym strachu"
Rodzina z Mazowsza bezradnie obserwowała, jak stado dzików zaatakowało kilka dni temu ich psa Dyzia. Zwierzęta wtargnęły na posesję przy ul. Owocowej, sforsowały ogrodzenie kojca i rzuciły się na czworonoga. Do zdarzenia doszło około godziny 17, w środku dnia. Mieszkańcy gminy Wołomin twierdzą, że dziki pojawiają się w okolicy niemal każdego dnia. Obawiają się, że w przyszłości mogą zaatakować człowieka.
Najprawdopodobniej stado przyciągnęły jabłka. Dyzio wyczuł obecność dzików i zaczął szczekać, co zwróciło ich uwagę. Wkrótce zwierzęta przedostały się do jego kojca i zaatakowały psa. - Żyjemy w ciągłym strachu. Zawsze, kiedy je widuję, staram się powoli iść w inną stronę, wrócić do domu albo schować się gdzieś, na przykład w sklepie. Szczególnie po tym, co stało się z psem sąsiadów. Trudno teraz spaceruje się po okolicy. Czasem strach wyjść z domu - powiedziała 17-letnia Nikola w rozmowie z "Super Expressem". - Ostatnio moja babcia nie mogła nawet wejść do kościoła - dodała.
- Oskórowały go całego. Zdjęły jakoś nawet zapiętą obrożę. Bawiły się nim przez dobrą godzinę. Częściowo mieliśmy szczęście, że ucierpiał tylko nasz pies. Tuż przed wtargnięciem dzików moja mama miała iść z nim na spacer. Gdyby wtedy zaczął szczekać, dziki mogłyby zaatakować również ją - powiedział pan Jakub.
