45-latek przestał oddychać na przystanku. "Cały czas mieliśmy nadzieję, że zaskoczy"
Nie wiadomo, dlaczego mężczyzna stracił nagle przytomność.
Gdy straż miejska przejeżdżała w czwartek 13 sierpnia Aleją Krakowską, w rejonie numeru 216, ich uwagę zwrócił mężczyzna siedzący na ławce na przystanku tramwajowym. Jego pozycja wyglądała nienaturalnie - miał pochyloną głowę, nie poruszał się, a ciało opierał o barierkę.
"Mieliśmy nadzieję, że tylko zasłabł, lecz rzeczywistość okazała się bardziej dramatyczna. Mężczyzna był nieprzytomny i nie reagował na żadne bodźce" - mówi inspektor Mirosław Prusik z Referatu Szkolnego.
Okazało się, że mężczyzna nie miał wyczuwalnego pulsu ani oddechu. Strażnicy od razu rozpoczęli resuscytację. Jeden z nich wykonywał uciski klatki piersiowej, podczas gdy drugi udał się do radiowozu po defibrylator AED. Urządzenie znajduje się na wyposażeniu niemal każdego radiowozu straży miejskiej, który patroluje teren.
Przez około 15 minut funkcjonariusze prowadzili walkę o życie mężczyzny. Nie przerywali resuscytacji i regularnie kontrolowali jego stan. "Cały czas sprawdzaliśmy jego puls. Mieliśmy nadzieję, że "zaskoczy". Nie odpuściliśmy aż do przyjazdu dwóch zespołów ratownictwa medycznego" - dodaje funkcjonariusz uczestniczący w interwencji.
Po przyjeździe ratownicy medyczni przejęli działania. Wykorzystali specjalistyczny sprzęt umożliwiający mechaniczną kompresję klatki piersiowej. Akcja ratunkowa trwała jeszcze około 15 minut. W końcu udało się przywrócić u mężczyzny czynności życiowe. 45-latek został następnie przetransportowany do szpitala.
