Nie żyje Jan Frycz. Aktor Teatru Narodowego miał 72 lata. Zmarł w domu rodzinnym
Informację o jego śmierci potwierdził Teatr Narodowy w Warszawie.
O śmierci Jana Frycza dowiedzieliśmy się w poniedziałek, 17 sierpnia. - Z niewypowiedzianym żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Jana Frycza, jednego z najwybitniejszych polskich aktorów, związanego z Teatrem Narodowym w latach 1982-1983 i ponownie od 2006 roku. Artysta zmarł 15 sierpnia w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych. Do ostatnich chwil był aktywny zawodowo (...) Jan Frycz był niezwykle ważnym członkiem naszego Zespołu - nie tylko wielkim artystą, ale i przyjacielem, a dla wielu z nas również mentorem. Będzie nam bardzo brakować jego charyzmy na próbach, jego śmiechu w kuluarach, długich rozmów i analiz. Przede wszystkim jednak będzie nam go brakować jako pięknego człowieka. Mieliśmy wielkie szczęście, mogąc spotykać się na co dzień. O pogrzebie będziemy informować w późniejszym terminie. Rodzina prosi o nieskładanie kondolencji - czytamy w komunikacie Teatru Narodowego.
Jan Frycz w latach 1982-1983 i od 2006 roku był w zespole Teatru Narodowego w Warszawie. Absolwent krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego (1978). Aktor teatrów krakowskich: im. Juliusza Słowackiego (1978-1982 i 1984-1989), Starego im. Heleny Modrzejewskiej (1989-2006, od 2001 roku - Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej), a także Teatru Polskiego w Warszawie (1983-1984).
Do jego wybitnych osiągnięć należy między innymi nagroda za najlepszą drugoplanową rolę męską, za rolę Siemiana w "Pornografii" Jana Jakuba Kolskiego na 28. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (2003). Za tę rolę otrzymał także Orła - Polską Nagrodę Filmową (2004). Ponownie uhonorowany Orłem został za rolę Andrzeja Winklera w "Pręgach" Magdaleny Piekorz (2005). Wyróżniony nagrodą aktorską Batumi International Art House Film Festival za rolę mecenasa Michała Wilczka w "Bezmiarze sprawiedliwości" Wiesława Saniewskiego (2008).
Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2005) i Złotym Medalem Zasłużony Kulturze - Gloria Artis (2015).
Miał też pojawić się w kontynuacji filmu "Nigdy w życiu" do którego zdjęcia niedawno ruszyły w Warszawie. Poza tym zaledwie cztery dni temu informowano, że w Teatrze Narodowym rozpoczęły się próby do "Orestei", którą reżyseruje Luk Perceval. Jan Frycz w obu tych przedsięwzięciach miał wystąpić u boku m.in. Danuty Stenki.
Swoim wspomnieniem o Janie Fryczu podzielił się w internecie krytyk filmowy - Łukasz Maciejewski. - Ostatnie lata to był niepokój. Większy, mniejszy niepokój. Jeżeli ktoś jest blisko, najbliżej, niemal jak rodzina, a On był - niepokój tylko się zwiększał. Był osobny, i ja to szanowałem. Nie chciał mówić o chorobie, nie chciał się zwierzać. Milczenie. Najtrudniejszą, najpiękniejszą rozmowę odbyliśmy w lutym tego roku. Są takie rozmowy, które zapamiętuje się na zawsze, na całe życie. Ta będzie na pewno jedną z nich. Rozmowa pożegnalna. Długa i wstrząsająca. Wdzięczność za to, co się nam przydarzyło, bo taka przyjaźń przydarza się parę razy w życiu najwyżej. Wdzięczność obopólna. Wszystko wiem, ja to wszystko wiem, że gigant, że role, że wielki wielki, że nieporównywalny z nikim, że szorstki, że humor, że nie ma takiego drugiego. Ja to wszystko wiem przecież. Każdy wie. Ale dla mnie to był ktoś więcej. To był Janek - napisał.
