Wietnamczyk dostarczał jedzenie i jeździł po Powiślu "hulajnogą", która mogła rozpędzić się do ponad 50 km/h. Wiemy, jak się tłumaczył
Przepisy ruchu drogowego w Polsce pozwalają hulajnogom elektrycznym na prędkość do 20 km/h na drodze dla rowerów oraz jezdni (gdy dopuszczalna prędkość wynosi do 30 km/h). Na chodniku należy poruszać się z prędkością zbliżoną do pieszego (ok. 5 km/h).
Policjanci informują, że niedawno zatrzymali na warszawskim Powiślu przy ul. Tamka mężczyznę, który poruszał się nietypowym jednośladem przypominającym hulajnogę elektryczną z zamontowanym siedzeniem.
Kierującym okazał się obywatel Wietnamu, który pracował jako dostawca jedzenia. Mężczyzna był trzeźwy i powiedział funkcjonariuszom, że jednoślad kupił przez internet, myśląc, że to hulajnoga elektryczna, bo tak miał być opisany. Policjanci mieli jednak wątpliwości, czy pojazd rzeczywiście można uznać za hulajnogę elektryczną. Na miejsce wezwano funkcjonariuszy drogówki Komendy Stołecznej Policji, którzy sprawdzili jego podstawowe parametry techniczne. Ustalono, że pojazd ma wyłącznie napęd elektryczny, jest wyposażony w siedzenie i może osiągać prędkość ponad 50 km/h. Nie posiadał również wymaganych oznaczeń ani obowiązkowego ubezpieczenia.
Jednoślad został zabezpieczony i przewieziony na policyjny parking. Dalszym postępowaniem zajmą się funkcjonariusze odpowiedzialni za wykroczenia i postępowania administracyjne. Policja przygotowała również dokumentację, która ma trafić do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. W związku z brakiem OC kierujący może zostać ukarany.
Funkcjonariusze przypominają, że sam wygląd pojazdu nie decyduje o jego kategorii prawnej. Pod uwagę bierze się między innymi sposób konstrukcji, rodzaj napędu, parametry techniczne oraz maksymalną prędkość. Dlatego kupienie w internecie pojazdu reklamowanego jako "hulajnoga elektryczna" nie oznacza, że można korzystać z niego na takich samych zasadach jak ze standardowej hulajnogi elektrycznej.
Przeczytaj też: Przyleciała z wakacji do Warszawy i dopiero wtedy odkryła, że w jej walizce ukrył się gekon. Ze stresu zrzucił ogon
