Zbierają podpisy, aby odwołać Rafała Trzaskowskiego. Mają już 82 tysiące podpisów i zapowiadają przyspieszenie zbiórki
Zostały 3 tygodnie.
W Warszawie od 30 lipca trwa akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o zwołanie referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego oraz Rady Miasta. Jak przekazał Maciej Wilk, inicjator zbiórki podpisów w najnowszych informacjach opublikowanych na portalu X, dotychczas udało się zebrać 82 tysiące podpisów do weryfikacji, podczas gdy do osiągnięcia wymaganego progu potrzeba co najmniej 132 tysięcy i to zweryfikowanych - prawdziwych - podpisów (10 procent uprawnionych do głosowania mieszkańców). Do końca zbiórki podpisów zostały 3 tygodnie, a organizatorzy zapowiedzieli wzmożoną 'promocję' zbiórki podpisów. Do niedzieli 13 września do skrzynek mieszkańców 11 wytypowanych dzielnic ma trafić aż 400 tysięcy kart referendalnych. Organizatorzy zapowiadają kolportaż oparty na szczegółowej analizie danych wyborczych z poszczególnych komisji - prawdopodobnie chcą karty dystrybuować w miejscach, gdzie Rafał Trzaskowski miał najmniejsze poparcie w wyborach.
Ponieważ część podpisów może nie być prawdziwa, trzeba zebrać więcej niż wymagane minimum, aby także po odrzuceniu podpisów nieprawdziwych było 132 tysiące tych prawdziwych. Biorąc pod uwagę spadające tempo przyrastania liczby podpisów - co widać na grafice, którą publikujemy powyżej - organizatorom może nie udać się zebrać potrzebnej liczby podpisów. Organizatorzy jednak podkreślają, że nowe kanały zbiórki podpisów wchodzą do gry i według nich ostatecznego wyniku liczby zebranych podpisów nie należy szacować poprzez prostą ekstrapolację dotychczasowego tempa. Oprócz akcji pocztowej i codziennych zbiórek ulicznych prowadzonych przez wolontariuszy w pomarańczowych strojach, dziesiątki tysięcy kart mają krążyć obecnie wśród rodzin, sąsiadów, w zakładach pracy oraz wśród organizacji wspierających, a zostaną policzone dopiero gdy trafią do organizatorów zbiórki.
Aby skutecznie odwołać prezydenta Warszawy, najpierw musiałoby 132 tysiące osób poprzeć referendum, a w samym referendum frekwencja musiałaby wynieść co najmniej 30% mieszkańców, czyli ok. 450 tysięcy osób, i oczywiście większość musiałaby zagłosować 'na nie'. Do tej pory to się nigdy nie udało, a jedyne referendum, jakie odbyło się - w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, zostało uznane za nieważne, bo frekwencja wyniosła 25,66%.
