Niebezpieczny lot Black Hawka. Pilot stanie przed sądem
Dowódca policyjnego śmigłowca Black Hawk chce dobrowolnie poddać się karze w związku z wypadkiem, do którego doszło trzy lata temu w rejonie Ciechanowa. Według prokuratury pilot miał nie dopełnić swoich obowiązków, przez co doprowadził do bezpośredniego zagrożenia katastrofą w ruchu powietrznym.
Do incydentu doszło 20 sierpnia 2023 roku podczas obchodów 103. rocznicy bitwy pod Sarnową Górą. Lecący na niewielkiej wysokości śmigłowiec zahaczył o przewód odgromowy znajdujący się na linii energetycznej. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń, jednak sytuacja stworzyła poważne zagrożenie dla osób znajdujących się na ziemi i obserwujących wydarzenie.
Prokuratura nie sprzeciwiła się wnioskowi pilota o dobrowolne poddanie się karze. Zastrzeżenia dotyczyły jednak zaproponowanych środków karnych. Jak wyjaśniła rzeczniczka Sądu Okręgowego w Płocku, Iwona Wiśniewska-Bartoszewska, możliwe jest wprowadzenie zmian, jeśli oskarżony przedstawi odpowiednią propozycję. Jeżeli zmodyfikowane warunki zostaną zaakceptowane przez prokuraturę, ostateczną decyzję podejmie sąd.
Na ten moment nie podano do wiadomości, jakiej dokładnie kary domaga się prokuratura. Nie wiadomo również, kiedy odbędzie się niejawne posiedzenie sądu.
W wyniku zdarzenia maszyna została poważnie uszkodzona. Szczególnie ucierpiały łopaty wirnika nośnego. Koszt naprawy śmigłowca wyniósł około 2,5 mln zł. Sam pilot poniósł natomiast konsekwencje finansowe - przez trzy miesiące otrzymywał niższe uposażenie.
Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Płocku trwało długo i było kilkakrotnie przedłużane. Jednym z powodów była choroba biegłego odpowiedzialnego za przygotowanie opinii dotyczącej przebiegu lotu.
Uszkodzony Black Hawk został już naprawiony i ponownie trafił do służby. Śmigłowiec wykorzystywano m.in. podczas transportu organów przeznaczonych do przeszczepów, a także w działaniach prowadzonych na granicy polsko-białoruskiej.
