Przez blokadę aktywistów w sprawie dzików padł łoś? Mocne oskarżenia leśników

zdj. ilustracyjne | fot. pixabay.com/pl
zdj. ilustracyjne | fot. pixabay.com/pl

Wersja aktywistów i Lasów Miejskich różnią się diametralnie.

W piątek, 25 września, około godziny 20:00 przed siedzibą warszawskich Lasów Miejskich pojawiła się grupa osób protestujących przeciwko odstrzałowi dzików. Według relacji leśników demonstranci zablokowali bramy Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt i przypięli się łańcuchami do samochodów patrolowych. A około godziny 21:30 pracownicy Lasów Miejskich otrzymali zgłoszenie dotyczące łosia potrąconego przez samochód przy ulicy Pułkowej na Bielanach. Zwierzę prawdopodobnie wciąż żyło i wymagało interwencji. Leśnicy twierdzą jednak, że nie mogli natychmiast udać się na miejsce, ponieważ ich pojazdy były zablokowane przez protestujących.

Po negocjacjach z policją aktywiści mieli odpiąć łańcuchy, dzięki czemu pracownicy Lasów Miejskich mogli wyjechać. Kiedy dotarli na miejsce, łoś już nie żył. "Bezpośrednią konsekwencją blokady było opóźnienie interwencji i odebranie naszym pracownikom możliwości wcześniejszego udzielenia pomocy cierpiącemu zwierzęciu. Nie mogli ocenić jego stanu ani podjąć odpowiednich działań, w tym skrócić cierpienia, jeżeli obrażenia nie dawały szans na ratunek. Protest uniemożliwił zatem interwencję, która mogła ograniczyć niepotrzebny ból zwierzęcia" - napisali w oświadczeniu miejscy leśnicy.

Protestujący z Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego przedstawili jednak inną wersję wydarzeń. Przyznali, że podczas protestu zablokowali jeden samochód służbowy. Jak wyjaśnili, pojazd miał być przeznaczony do interwencji związanej z dzikami znajdującymi się na jednej z posesji, a do jego zderzaka przypiął się tylko jeden protestujący. Jednocześnie zaprzeczyli, jakoby całkowicie uniemożliwili przejazd. Według nich pozostawiono możliwość wjazdu i wyjazdu z terenu.

Warszawski Ruch Antyłowiecki twierdzi również, że podczas obecności policji nikt z funkcjonariuszy ani pracowników Lasów Miejskich nie poinformował protestujących o konieczności wyjazdu do rannego łosia. Aktywiści przekonują, że wystarczyło przekazać taką informację osobie przypiętej do samochodu. Mieli również wskazywać możliwość skorzystania z samochodu osobowego lub zorganizowania transportu przez samych protestujących. W swoim stanowisku aktywiści zwrócili ponadto uwagę, że miejsce, w którym znaleziono rannego łosia, znajdowało się niedaleko placówki Lasów Miejskich przy ulicy Papirusów. Według ich relacji w godzinach nocnych często obserwowali tam pracowników i pojazdy służbowe, które ich zdaniem mogły szybko dotrzeć na miejsce zdarzenia.

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu