Poszła do lumpeksu w centrum Warszawy i się załamała cenami. "To jest dramat"
Jeszcze kilka lat temu zakupy w lumpeksach kojarzyły się przede wszystkim z możliwością znalezienia tanich ubrań. Wygląda jednak na to, że sytuacja zaczyna się zmieniać. Przekonała się o tym ostatnio influencerka o pseudonimie "Natystee", która odwiedziła popularny second-hand w centrum Warszawy. Jej zdziwienie wzbudziły przede wszystkim ceny.
Tego dnia za kilogram odzieży trzeba było zapłacić aż 149 zł. Blogerka postanowiła sprawdzić, ile kosztowałyby wybrane przez nią rzeczy, i porównać te kwoty z cenami nowych produktów dostępnych w popularnych sieciówkach, zwłaszcza podczas wyprzedaży. Okazało się, że w niektórych przypadkach zakup używanej rzeczy był droższy niż kupienie podobnego produktu w galerii handlowej. Przykładowo, za prostą parę jeansów znalezioną w second-handzie trzeba było zapłacić około 80 zł, podczas gdy podobne spodnie w sieciówce można było znaleźć za 58 zł.
Na jej wagę trafiły również jesienne botki, których cena wyniosła 116 zł za parę, oraz transporter dla kota kosztujący 152 zł. Najdroższy okazał się używany płaszcz marki H&M - jego cena wyniosła aż 258 zł.
- Ja nie komentuję tego w tym momencie. To jest dramat. Wniosek? Nie możemy się ciepło ubrać w lumpeksie, żeby było tanio. Tego się nie spodziewałam. Myślałam jednak, że to wyjdzie trochę taniej. Ale ta cena za kilogram zdecydowanie wszystko przebija - wyznała influencerka.
