Amstaff wyswobodził się i zaatakował. Poszkodowana w szpitalu
25 października (niedziela) około godziny 10 w pobliżu targowiska, przy ulicy Rembielińskiego w Płocku (woj. mazowieckie) 41-latek spacerował ze swoim psem. Zwierzę, które było na smyczy, w pewnym momencie mu uciekło i przystąpiło do ataku.
- Mężczyzna spacerował z psem w typie amstaffa. Zwierzę było na smyczy i posiadało kaganiec. Nie wiadomo jednak czy ten kaganiec właściciel mu ściągnął, czy zwierzę samo się z niego uwolniło. W pewnym momencie pies zaatakował małego czworonoga rasy szpic, którego wyprowadzała kobieta. Chciała obronić swojego pupila i wówczas sama została pogryziona - poinformował TVN Warszawa st. asp. Krzysztof Kruk z Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Wiadomo, że kobieta z obrażeniami ręki trafiła do szpitala.
Za pogryzienie przez psa, który zerwał się ze smyczy, właścicielowi grozi odpowiedzialność wykroczeniowa, karna oraz cywilna. Może zapłacić nawet 1000 zł. grzywny. Samo zerwanie się ze smyczy nie zwalnia opiekuna z winy, ponieważ ma on obowiązek dobrać środki ostrożności do siły zwierzęcia.
Przeczytaj też: Ciche piski ze śmietnika na Mokotowie. W środku znajdował się szczeniak. Krzysio szuka teraz domu


