Reklama
Reklama

Zgłoszenie o zabójstwie na Woli. Policja pojawiła się w mieszkaniu prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości

Bartosz Malewski | fot. x.com/BartoszMalewski
Bartosz Malewski | fot. x.com/BartoszMalewski

W poniedziałek w sprawie pojawiły się dwa oświadczenia.

Funkcjonariusze stołecznej policji pojawili się w sobotę na Woli w warszawskim mieszkaniu Bartosza Malewskiego, prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, w związku ze zgłoszeniem dotyczącym zabójstwa. Jak później ustalono, informacja ta była fałszywa. W poniedziałkowym komunikacie (26 października - przyp.red) Komenda Stołeczna Policji przedstawiła okoliczności, które doprowadziły do przeprowadzenia interwencji.

Według wyjaśnień policji 24 października na jednej z platform komunikacyjnych w internecie opublikowano wpis, w którym jego autor informował o dokonaniu zabójstwa oraz zamiarze odebrania sobie życia. Policja podkreśliła, że w przypadku zgłoszeń wskazujących na możliwe zagrożenie życia lub zdrowia konieczne jest niezwłoczne podjęcie działań.

"Pod wskazanym adresem policjanci zastali prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, który poinformowany o przyczynie interwencji, oświadczył, że w mieszkaniu przebywa sam. Mężczyzna powiedział funkcjonariuszom, że podejrzewa, iż interwencja mogła zostać zgłoszona złośliwie z uwagi na jego działalność społeczną lub zawodową. Policjanci wyjaśnili, że na początkowym etapie obsługi tego typu zgłoszenia - mając na uwadze konieczność szybkiego działania, ponieważ odnosiło się ono do zagrożenia życia i zdrowia ludzi - nie ma możliwości odstąpienia od interwencji. Przyjazd funkcjonariuszy na miejsce pozwala ocenić sytuację i zweryfikować zgłoszenie" - informuje policja.

Do przebiegu zdarzenia odniósł się również Bartosz Malewski, który opublikował własne oświadczenie. Opisał w nim obecność siedmiu policjantów w swoim mieszkaniu oraz ich wyposażenie.

"W moim mieszkaniu pojawiło się siedmiu funkcjonariuszy policji. Mieli kuloodporne kamizelki, tarcze, a dwóch z nich trzymało już w dłoniach broń palną. Usłyszałem głośne, mocne walenie w drzwi mieszkania i wezwanie: 'Policja, otwierać!'. Otworzyłem. Na ich polecenie wyszedłem na klatkę schodową z rękoma za karkiem. Policjanci sprawdzili mieszkanie, a po wykluczeniu zagrożenia i wyjaśnieniu sytuacji zakończyli interwencję. Całość trwała około pół godziny" - relacjonuje Bartosz Malewski.

Prezes stowarzyszenia odniósł się także do fałszywego zawiadomienia, wskazując na możliwe konsekwencje działań osoby, która je zamieściła. W jego opinii ktoś "posłużył się funkcjonariuszami jak narzędziem i doprowadził do wysłania uzbrojonego oddziału pod drzwi niewinnego człowieka". "O zdarzeniu poinformowałem już Okręgową Radę Adwokacką w Warszawie, zwracając się o interwencję i monitorowanie sprawy. Bezpośrednio po zdarzeniu osobiście złożyłem oczywiście również na komendzie policji zawiadomienie o przestępstwie, którego padłem ofiarą" - dodaje.

Przeczytaj też: Masz Niepodległości 2026 w Warszawie. Wiemy, jaki jest harmonogram

Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Serwisu