59 lat temu Stonesi dali legendarne koncerty w Sali Kongresowej. "Honorarium graniczyło z jałmużną"
Przyjazd rockowego zespołu jest ważnym wydarzeniem w historii polskiej popkultury.
Ten koncert przeszedł do legendy i sam obrósł w przeróżne plotki i mity. 13 kwietnia 1967 r. w Sali Kongresowej w Warszawie dwa koncerty dała jedna z największych gwiazd światowego rocka - brytyjska grupa The Rolling Stones. Wydarzenie odbyło się w ramach europejskiej trasy promującej album "Between the Buttons". Plotka głosiła, że zgodę na koncert wyprosiły osobiście od Władysława Gomułki jego wnuczki. Inne źródła mówią zaś o wpływie, który mogła wywrzeć na ówczesnego Ministra Kultury Lucjana Motykę jego córka Anna, wokalistka zespołu Partita. To był szał. Sala Kongresowa miała oficjalnie 2880 miejsc, ale na każdym z koncertów mogło być nawet około 5000 fanów. W gazetach z tamtych czasów można przeczytać w recenzjach informacje o m.in. złej akustyce całego wydarzenia.
"Pieniądze z tego były żadne - nasze honorarium graniczyło z jałmużną. Ale słyszeliśmy, że młodzież we Wschodnim Bloku zdobywa nasze płyty na czarnym rynku i słucha nas w radio" - wspominał po latach basista grupy Bill Wyman. Poza nim na scenie był: Mick Jagger, Keith Richards, Brian Jones i Charlie Watts. Według części źródeł honorarium zespołu wynosiło około 600 000 zł.
Zespół zakwaterowano w Hotelu Europejskim. Jego członkowie ciągle byli pod obserwacją tajniaków. "Chowali się za drzwiami, kiedy tylko na nich spojrzeliśmy" - zapamiętał Bill Wyman. Koncerty w Polsce wspominał jako jako udane, podkreślając jednak, że problemem była przede wszystkim "powściągliwa publiczność", obserwowana przez liczne oddziały milicji, która udzielała reprymend zbyt ekstatycznie reagującym ludziom. "Na scenie byliśmy bezsilni; okropnie było patrzeć na takie tłumienie ludzkich uczuć" - mówił. Anglicy odebrali Warszawę jako miasto "przygnębiająco szare i ponure".
