Była sama i zaparkowała na miejscu dla rodzin z dziećmi. Potrzebującą zbyła, że swoje zamknęła w bagażniku
Sytuacja miała miejsce na warszawskiej Sadybie.
Jedna z pań opisała na grupie sąsiedzkiej historię, która spotkała ją 1 czerwca pod jednym z centrów handlowych. Autorka wpisu przyjechała z dwójką małych dzieci i chciała zaparkować na miejscu dla rodziny. Na jej oczach ubiegła ją inna kobieta. Z tym, że ona nie miała ze sobą pociech. - Z samochodu wysiadła kobieta około 40-50 lat, sama, bez dzieci, w pełni sprawna. Pół żartem powiedziałam: "Przepraszam, chyba zapomniała pani dzieci z samochodu", na co usłyszałam odpowiedź: "Zamknęłam je w bagażniku". Może śmieszne, ale dla rodziców z małymi dziećmi takie miejsca naprawdę nie są fanaberią. Są szersze po to, żeby można było bezpiecznie wyjąć dzieci z fotelików, rozłożyć wózek czy wygodnie dostać się do bagażnika. Nie powstały bez powodu - czytamy.
Kobieta dodała, że w tej sytuacji najbardziej zdziwiło ją, że kilka metrów dalej było wiele zwykłych miejsc parkingowych, które były wolne. - To nie była sytuacja, w której nie było gdzie zaparkować. Po prostu wybrano wygodę kosztem osób, dla których te miejsca są faktycznym ułatwieniem. Może warto czasem pomyśleć o innych, nawet jeśli formalnie takie miejsca nie są prawnie zastrzeżone - dodała.
Internauci choć rozumieją rozżalenie matki, stwierdzili w wielu komentarzach, że niestety, ale dopóki miejsca dla rodzin z dziećmi nie mają żadnych prawnych rozwiązań - tak jak te dla niepełnosprawnych - takie sytuacje będą się często powtarzać. "W kraju, gdzie zjawisko nielegalnego parkowania na chodnikach i trawnikach dla własnej wygody tak, że innym ciężko przejść, jest tak masowe, nie ma się co dziwić że i w takich wypadkach ludzie zachowują się jak buraki. Bo mogą" - podsumowano.
