3,5-letni Kacper zmarł w szpitalu, bo nie zrobili mu USG brzucha. Postawiono błędną diagnozę
3,5-letni Kacper zmarł po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia. Początkowo objawy przypominały infekcję żołądkową, jednak z czasem pojawiły się gorączka, częste wymioty i silny ból brzucha. Zaniepokojony ojciec wezwał karetkę, a chłopiec trafił do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim, o czym pierwsza informuje "Gazeta Wyborcza". Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym chłopiec został zakwalifikowany jako przypadek pilny, ale bez zagrożenia życia. Ale stan dziecka szybko stopniowo się pogarszał. Lekarze podejrzewali najpierw sepsę i rozpoczęli leczenie, jednak nie wykonano odpowiednio wcześnie badań obrazowych, choć ojciec miał informować o ogromnym bólu brzucha syna. Nad ranem Kacper stracił przytomność. Mimo dwugodzinnej reanimacji nie udało się go uratować.
Początkowo podejrzewano sepsę meningokokową, ale badania ją wykluczyły. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była niedrożność jelit prowadząca do martwicy i wstrząsu. Prof. Beata Jurkiewicz podkreśliła, że taki stan wymaga natychmiastowej operacji.- Kluczowe jest szybkie wykonanie badań obrazowych, które pozwalają rozpoznać niedrożność. Śmiertelność w takich przypadkach jest bardzo niska, jeśli dziecko szybko trafi na stół operacyjny - wyjaśniła profesor. Sprawą śmierci chłopca zajęła się prokuratura.
Lekarka z grodziskiego SOR-u wyjaśniła, że w nocy nie było radiologa. USG wykonano dopiero podczas reanimacji, kiedy stan dziecka był już krytyczny i nie można było mu pomóc.
Przeczytaj też: Mężczyzna zmarł w Biedronce na Targówku. Sklep został na jakiś czas zamknięty
