Kasy samoobsługowe w H&M'ie w Złotych Tarasach dzielą klientów. "Trzeba użerać się z klipsami zabezpieczającymi, to jakiś żart"
A wy co sądzicie na ten temat? Znana sieciówka w Warszawie jest jedną z pierwszych z rozwiązaniem, typowym dla supermarketów i drogerii.
W remontowanym sklepie H&M w Złotych Tarasach w Warszawie, który ma być flagowym salonem po zamkniętym punkcie przy ul. Marszałkowskiej (więcej pisaliśmy o tym TU) pojawiły się niedawno kasy samoobsługowe. To rozwiązanie ma przyspieszyć zakupy i usprawnić obsługę klientów. Na razie są z tym kłopoty. Ponieważ dział dziecięcy i męski jest na razie zamknięty, obecnie dla klientów dostępne są tylko dwie standardowe kasy z pracownikami i aż cztery stanowiska samoobsługowe. O ile w sklepach spożywczych takie rozwiązania od dawna się sprawdzają, tak w sklepach z odzieżą wydaje się to póki co kontrowersyjnym posunięciem.
Obserwowaliśmy ostatnio kasy samoobsługowe we H&M'ie, przekonując się, że co chwilę ktoś wołał obsługę, mając przeważnie problem z odbezpieczeniem klipsu, który zapobiega kradzieży. W efekcie osoby zajmujące się towarem na sklepie, musiały co chwilę podchodzić do niezadowolonych klientów i im pomagać, co w efekcie wydłużało kolejki i proces zakupów. Nie było nikogo, kto byłby przypisany do stanowisk samoobsługowych i stał w pobliżu cały czas, jak to zazwyczaj ma miejsce w supermarketach.
Opinie komentujących post o kasach samoobsługowych w sklepach odzieżowych na razie dzielą internautów. Niektórzy zwracają uwagę, że przy tym rozwiązaniu ubrania nie powinny mieć już klipsów. "To wiem już, który H&M w Wawie omijać. Trzeba użerać się z klipsami, co nie jest na moje nerwy. Brzmi jak jakiś żart", "Takie kasy w odzieżówkach są beznadziejne i generują większy chaos i kolejki. Za granicą np. w M&S ubrania są bez klipsów zabezpieczających. Wszystko co potrzebne do prawidłowego "nabicia" towaru znajduje się w kodzie kreskowym. Nie muszę stać i zastanawiać się, którą promocję "nabić". No i przede wszystkim, non stop dostępny jest pracownik tych kas samoobsługowych, - coś się zacina, nie wchodzi itp. to mam pracownika na wyciągnięcie ręki. Ewentualnie muszę tylko poczekać tyle czasu, ile rozwiązuje problem w innej kasie", "Uważam że w sklepach odzieżowych jest to zbędne, to nie supermarket, gdzie trzeba rozładowywać długie kolejki", "W Zarze i Primarku działają doskonale. Tylko ze tam nie trzeba zdejmować klipsów. Albo jedno albo drugie", "Wszystko co może ograniczyć kontakt z ludźmi na plus", "Niepokojące zjawisko. Zbędne i problematyczne, w sklepie Bershka w Galerii Rzeszów podeszłam do zwykłej kasy, pani powiedziała że jak place kartą mam iść do samoobsługowej, nie że mogę, tylko muszę. No i się zaczęło, do którego pojemnika wsadzić spodnie, gdzie przełożyć... Potem zapomniałam o klipsie, a potem nie mogłam go zdjąć. Więcej z tego zamieszania niż pożytku, a obsługi przy tych kasach nie ma do pomocy" - czytamy.


